Czy jeśli ja „poderżnę” teraz gardło rektor UAM wprowadzającej tam cenzurę LGBT, też będę nonkonformistycznym artystą? Polecam wszystkim na YT dyskusję abp. Jędraszewskiego z „Ateistą kwalifikowanym”. Internauci chwalą: jednak można dyskutować merytorycznie. W czasie studiów słuchałem wykładów abp. Jędraszewskiego z filozofii chrześcijańskiej i pamiętam ciszę w ich trakcie. Problem wrogów Kościoła z arcybiskupem jest taki, że ma on ogromną wiedzę i umiejętność dialogu, niepolegającą na rezygnacji z chrześcijańskiego stanowiska, a na wymianie argumentów. Dlatego trzeba robić z niego ikonę wroga, bo z wrogiem się nie dyskutuje. A swoją drogą, w tym samym gmaszysku skazany zostałem za wlanie czerwonej farby plakatowej do kałuży przed konsulatem Rosji w proteście przeciwko masakrze Czeczenii. Sąd przyznał, że szkody były zerowe – w ulewie plakatówka się rozpłynęła, ale dostałem grzywnę 3,8 tys. zł. Bo cenzury nie ma. Dla swoich.
Praworządne podrzynanie gardeł
Sędzia Agata Trzcińska urzędująca w ponurym gmachu sądu na Młyńskiej w Poznaniu uznała, że młody gej, który przy słowach piosenki „Zabiłam go” inscenizował podcięcie nożem gardła abp. Markowi Jędraszewskiemu, jest niewinny, bo sąd nie może cenzurować sztuki.