Aż chciałoby się krótko przypomnieć słowa Ewangelii, że nie każdy, kto powtarza „Panie, Panie”, wejdzie do Królestwa Niebieskiego, i uświadomić polityka, że miarą wiary w Boga jest stosunek do uchodźców (o czym wielokrotnie i na różne sposoby przypominali Prorocy Starego Testamentu). Tam, gdzie nie ma szacunku i otwarcia na przybyszów, nie ma także realnej wiary w Boga. Ale na wypowiedzi posła Brauna można i trzeba spoglądać nie tylko z perspektywy politycznej. Polityk zarzuca osobom pomagającym Ukraińcom i Ukrainie amok, jego rzekomi eksperci oskarżają przybyszów o wszelkie możliwe zagrożenia. Trzeba jednak powiedzieć zupełnie otwarcie, że to nie ci, którzy przyjmują Ukraińców i okazują solidarność zaatakowanym, są w amoku. W amoku nienawiści do innych, określanej fałszywie mianem realizmu czy patriotyzmu, są ci, którzy nie widzą, że jesteśmy w tej wyjątkowej sytuacji, w której moralnie konieczne zachowania są także jedynie możliwymi z punktu widzenia interesu narodowego. Projekt „stop ukrainizacji Polski”, jaki zgłasza Braun, jest więc działaniem na szkodę Polski, a nie tylko postępowaniem po prostu niemoralnym i nie do pogodzenia z Ewangelią. Polska pomaga Ukrainie także dlatego, że jest to jedynie możliwy wybór. Inny jest drogą do samozatracenia. Rosja nie jest siłą konserwatywną, chce podporządkować sobie nie tylko Litwę (Ukrainę?), ale i na różne sposoby inne państwa, i już tylko dlatego wspieranie jej nie jest obroną własnej niepodległości i suwerenności. Jeśli poseł Braun i jemu podobni tego nie chcą zrozumieć to albo są na krótkiej smyczy, albo rozstali się z rozumem, realizmem, o patriotyzmie nie wspominając.
Poselskim „szczęść Boże” wybrukowane piekło
Grzegorz Braun nie pozwala o sobie zapomnieć. „Szczęść Boże”, którym poprzedza każdą swoją wypowiedź, coraz częściej związane jest z obrzydliwymi pomówieniami, prorosyjską retoryką i antyukraińską nienawiścią.