Otóż z badań sprzed kilku miesięcy wynikało, że obecny lokator Białego Domu przegra z potencjalnym kandydatem republikanów na urząd prezydenta, np. z gubernatorem Florydy Ronaldem (Ronem) DeSantisem, ale wygra właśnie z Trumpem. Rzecz w tym, że to się już zmieniło: po kolejnych rewizjach, sprawach karnych i przesłuchaniach Trumpa sympatia amerykańskiego wyborcy wobec tego „wroga elit” wzrosła, a nie zmalała. W USA, inaczej niż w Polsce, kandydować można – także na urząd prezydenta – będąc skazanym, a nawet siedząc w więzieniu. Widać, że ekipa Bidena przeszarżowała: zrobienie z Trumpa męczennika może mu pomóc. Szkoda tylko, że na tym wszystkim cierpi wizerunek Ameryki.