Rządy Donalda Tuska w jednym są konsekwentne od lat – w osłabianiu Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe. Całą akcję robi się w najbardziej zakłamany sposób z możliwych, a więc odwołując się do wartości, które powinny Polaków łączyć, a nie dzielić. Wszak ochrona przyrody i bezpieczeństwo to coś, za czym deklaratywnie jest większość z nas, niezależnie od poglądów, statusu majątkowego i wykształcenia. Dlatego od 2023 roku faktycznie rządzący dzielą Lasy Państwowe. Wprowadzili moratorium na 100 tys. ha, gdzie nie ma gospodarki leśnej. Stworzyli około 150 rezerwatów i planują prawie 1500 nowych. Wydzielają lasy społeczne. Teraz tworzą strefy NO-GO, w których człowiek nie będzie mógł się poruszać. Byleby podzielić i osłabić instytucję, która funkcjonuje u nas od ponad 100 lat. Dodatkowo próbuje się leśnikom utrudniać ich zadania. To tysiące biurokratycznych bzdur, które na nich spadają. Obecne rządy gnębią ludzi jakimiś metodami monachijskimi czy komplikowaniem zasad mierzenia kubików drewna. To element obrzydzania służbie leśnej jej pracy. Równolegle uderza się w finanse. Najnowszym ciosem jest nałożenie kolejnego podatku obrotowego na LP. Tak jak od 2014 roku 2 proc. przychodów szło na drogi, tak teraz kolejne 2 proc. ma iść na przejedzenie w parkach narodowych, RDOŚ-ach i GDOŚ-ach. Na takie podglebie niewydolności finansowej i organizacyjnej mają przyjść wielcy reformatorzy. To ci, którzy będą mieli wspaniałe pomysły dalszego podziału i szarpania majątku. Nadal bowiem lasy to rezerwuar do wielkich interesów. Dlatego prawica powinna przygotować szereg pomysłów na Lasy Państwowe. Tym razem nie może to być zmiana warty z elementami skoku na stołki, ale reforma ułatwiająca pracę i przywracająca poczucie godności leśnikom. Trzeba zrealizować pomysły wzmocnienia pozycji instytucji, a nie jedynie cieszyć się, że przetrwała złe czasy, by korzystać z zasobów, i biadolić, gdy czasy się zmienią.