Od ponad czterech lat jesteśmy państwem frontowym, za którego wschodnią granicą toczy się regularny krwawy konflikt. Agresorem jest Rosja, która nie kryje swoich neoimperialnych ambicji, prowadzi z państwami wschodniej flanki NATO zakrojoną na szeroką skalę wojnę hybrydową i zbroi się na strategicznych kierunkach. Na Kremlu ostatnią rzeczą, o jakiej myślą, jest stabilność i pokój w Europie. Co więc powinniśmy zrobić jako Polska? Podnosić swoje zdolności obrony i odstraszania, także poprzez dążenie do zwiększenia liczby żołnierzy USA stacjonujących w naszym kraju. Co jednak robi premier Tusk? Wszystko, by do tego nie doszło. Jeżeli sami nie zadbamy o swoje interesy, nikt tego za nas nie zrobi. Jak widać jednak, ważniejsze jest przypodobanie się Berlinowi. Taką postawę trudno inaczej interpretować niż jak podkopywanie bezpieczeństwa. Nie pierwsze i zapewne nie ostatnie, patrząc na politykę obronną tego rządu.