Kilka dni temu rząd Danii ujawnił, że rosyjskie okręty prowadziły operacje na Bałtyku tuż przed eksplozją gazociągów Nord Stream w ubiegłym roku. Jeśli dodamy do tego fakt, że przez lata rosyjskie statki szpiegowały na sąsiednim Morzu Północnym, a w obszarze ich zainteresowania były porty, poligony morskie czy infrastruktura krytyczna, ryzyko wystąpienia sabotaży czy wręcz akcji zbrojnych także na Morzu Bałtyckim znacząco wzrasta.
Jednym z celów może być polska infrastruktura krytyczna, taka jak np. gazociąg Baltic Pipe. Kreml doskonale zdaje sobie sprawę, że uderzenie w ten punkt zaburzyłoby funkcjonowanie najbardziej strategicznej części naszej gospodarki. Trzeba mieć to na uwadze i sukcesywnie wzmacniać bezpieczeństwo na Bałtyku. Bo macki Putina od dawna już tam są.