Jeśli ktoś trzy sezony temu przewidziałby, że najcenniejsze i najtrudniejsze trofeum w piłce klubowej zdobędzie Real Madryt trzy razy z rzędu, zapewne nawet najbardziej optymistyczny „madridista” popukałby się w głowę. Tymczasem w ubiegłym roku historia zatoczyła koło i Królewscy przeszli do historii jako pierwsza drużyna, która dokonała tego wyczynu w nowej formule rozgrywek.
Wielka forma Realu
Skoro trzy razy się udało, dlaczego nie czwarty raz? Wszystko jest możliwe, tym bardziej że madrycka ekipa powoli wraca na mistrzowskie tory. W lidze hiszpańskiej redukuje stratę do Barcelony i zaczęła grać momentami wybitnie. Przebudził się szczególnie Karim Benzema, który strzela i asystuje jak nigdy, nie ogranicza się już tylko do rozgrywania z dala od pola karnego rywali. Drużyna pod wodzą Santiago Solariego i eksperta od fizycznego przygotowania Antonio Pintusa znowu po nowym roku zaczyna dosłownie latać po boisku. Nie inaczej było w ubiegłym roku, kiedy wszyscy wieszali psy na Zinedinie Zidanie, nieskuteczności Cristiano Ronaldo i na stracie punktowej do Barcelony, która wynosiła ponad 10 pkt. A jednak od lutego 2018 r. coś zaczęło się zmieniać, Real zaczął grać efektownie, a punktem zwrotnym w tamtym sezonie było bezapelacyjne rozbicie Paris Saint-Germain. Część piłkarskich ekspertów prognozowała, że to Real zejdzie ze sceny pokonany w Lidze Mistrzów już w 1/8 finału i faworyzowała naszpikowany gwiazdami klub z Neymarem na czele. Real zagrał im na nosie, a później sięgnął po Ligę Mistrzów. Nie można wykluczyć, że i w tym roku będzie podobnie. Królewskich czeka głęboka rekonstrukcja latem, ale starzy wyjadacze chcą pokazać, na co ich jeszcze stać – zamierzają walczyć do końca o ligę, a Lidze Mistrzów pokrzyżować szyki zgłodniałym gigantom. Klasyk z Barceloną w Pucharze Króla wyszedł całkiem dobrze, Real mógł wysoko prowadzić po pierwszej połowie, a jedynym mankamentem była skuteczność. Ostatecznie hit zakończył się remisem 1:1, co jest niezłym prognostykiem na rewanż dla Realu, wszak mecz odbędzie się w Madrycie. Bój z młodym Ajaxem Amsterdam, grającym momentami naprawdę widowiskowo, ma być przetarciem przed najważniejszą częścią rozgrywek. Los Blancos nie zamierzają jednak lekceważyć w 1/8 finału Ligi Mistrzów utalentowanych rywali. Będą jednak zdecydowanym faworytem i odpadnięcie w tak wczesnej fazie turnieju byłoby największą niespodzianką spośród wszystkich par.
Barca głodna sukcesu
W rozgrywkach ligowych idą jak burza, zmonopolizowali Puchar Króla, ale poza potrójną koroną w 2015 r. na europejskiej arenie Barcelonę dręczy posucha. W dodatku Leo Messi i spółka muszą ciągle oglądać złote medale na białych koszulkach odwiecznego rywala. Motywacja w Barcelonie jest zatem wielka, by zdobyć Ligę Mistrzów. Jej rywalem w 1/8 finału będzie nieobliczalny Olympique Lyon, w którym prym wiodą bramkostrzelny Nabil Fekir, Moussa Dembele czy szaleniec na skrzydle, Holender Memphis Depay. O tym, jak Lyon bywa ciężkim przeciwnikiem, przekonały się takie drużyny, jak Manchester City i PSG, które przegrały swoje mecze z byłym francuskim mistrzem. Spacerku dla Barcy zatem nie będzie, ofensywa Lyonu będzie próbowała zaskoczyć faworyta, borykającego się z problemami w obronie. Jednak skoro Barcelona ogrywała w fazie grupowej Inter i Tottenham, dlaczego miałaby odpaść po konfrontacji z młodymi wilkami z Lyonu?
Liverpool kontra Bayern
Zdecydowanie najciekawiej zapowiada się dwumecz Liverpool–Bayern. Ekipy Jürgena Kloppa i Niko Kovaca znajdują się na dwóch przeciwstawnych biegunach. Liverpoolczycy co prawda ostatnio się zacięli i trwonią przewagę nad Manchesterem City w Premier League, natomiast nadal są liderem najbardziej wymagającej ligi świata. Można obstawiać, że jak zwykle nie wytrzyma tempa i gdzieś wypuści z rąk czekające na nich od blisko 30 lat mistrzostwo, ale drużyna z Anfield ma kim straszyć Bayern: Salah, Firmino i Mane nawet bez wielkiej formy są ogromnym zagrożeniem dla obrońców. Tym bardziej, że Bayern traci masę bramek, punktów, przegrywa często w kompromitującym stylu, jak ostatnio z Bayerem Leverkusen (1:3). W efekcie zespół Roberta Lewandowskiego zajmuje drugie miejsce w Bundeslidze i szanse na odrobienie strat do Borussi Dortmund wydają się iluzoryczne – 5 pkt. Lewandowski zdobył natomiast w łatwej grupie 8 bramek w Lidze Mistrzów i jest faworytem do zdobycia tytułu króla strzelców. Musi jednak przejść Liverpool, bo po piętach depcze mu Messi z sześcioma trafieniami. Faworyt? Trudno wskazać, bo oba kluby są w formie. Nieznacznym wydaje się jednak zeszłoroczny finalista, Liverpool.
Ronaldo i Juve
Hitowo zapowiada się również rywalizacja Atletico Madryt z Juventusem. Dla Cristiano Ronaldo będzie to chwilowy powrót do Madrytu, gdzie dręczył rywala zza miedzy swoimi golami. Teraz będzie o to nieco trudniej – Portugalczyk nie może wstrzelić się w Champions League, zdobył w pięciu starciach tylko jednego gola. Dla porównania w ub.r. w barwach Realu miał na tym etapie aż 9 goli. Juve chociaż notuje fantastyczne wyniki na krajowym podwórku, a w lidze nie przegrywa, to w Pucharze Włoch w mocnym składzie zaliczyło kompromitację z Atalantą (0:3). Kiedy zaś wygrywa, nie przekonuje stylem. To szansa dla Atletico. Wojownicy Diego Simeone są wzmocnieni przybyciem na Wanda Metropolitano Alvaro Moraty z Chelsea. To będzie pojedynek trójkątów Ronaldo–Dybala–Costa kontra Griezmann–Morata–Lemar. Faworytem jest Juventus, ale nikogo nie zdziwi, jeśli tym razem Ronaldo nie sięgnie po Ligę Mistrzów z trzecim kolejnym klubem.
Czy Manchester United pokona mistrza Francji?
Manchester United podejmie PSG – we francuskiej drużynie co roku mówi się głośno o zdobyciu Ligi Mistrzów. Z jednej strony trudno się dziwić: mistrz Francji ma bardzo mocny skład z genialnym atakiem Neymar–Mbappe–Cavani. PSG wzmocnił legendarny bramkarz Gianluigi Buffon, więc teoretycznie Paryżanie powinni być mocniejsi. Powinni, bo ostatnio przegrali z Lyonem, a upokorzeni zostali przez słabiutkie Guingamp w pucharze ligi (przegrali 1:2). Co prawda odbili sobie kompromitację kilka dni później, znęcając się nad swoim pogromcą 9:0 w lidze francuskiej, ale widać, że brakuje PSG duszy zwycięzcy. Tu każdy patrzy raczej na kasę i prestiż. Więcej niż o wynikach PSG w słabej lidze francuskiej, mówi się o ewentualnych transferach Neymara i Mbappe do Realu. Manchester United wyraźnie odżył, odkąd na ławce trenerskiej zasiadł Ole Gunnar Solskjaer. Pokonanie PSG w Lidze Mistrzów będzie jednak sporą niespodzianką.
Pozostali pretendenci
Spacerek czeka Manchester City, który pojedzie do Gelsenkirchen. Nieźle zapowiada się pojedynek Tottenhamu Hotspur i Borussi Dortmund. Oba zespoły są nastawione bardzo ofensywnie, więc można oczekiwać gry od jednego do drugiego pola karnego. Minimalnym faworytem są żółto-czarni z Dortmundu, którzy pod wodzą Luciena Favre’a grają piękny dla oka futbol i zdecydowanie przodują w Bundeslidze. Favre korzysta z potencjału młodych piłkarzy: Hakimiego, Sancho i mieści w składzie Łukasza Piszczka. Tottenham gra z kolei nierówno, choć gdy Harry Kane i Dele Ali się rozkręcą, trudno ich powstrzymać. Najmniej emocjonująca dla pasjonatów futbolu zapowiada się rywalizacja Romy z Porto. Włosi to sensacyjni półfinaliści poprzedniej edycji Ligi Mistrzów, ale nie prezentują się już tak, jak w sezonie 2017/18. Porto zasilił środkowy obrońca Pepe, a skoro rewanż jest w Portugalii, to postawiłbym na awans ekipy Ikera Casillasa.
1/8 finału to ten czas, w którym wielcy odpadają, a reszta zwiera szeregi i przygotowuje się na najciekawsze. W ćwierćfinałach nie ma przypadkowych drużyn. Oby UEFA zdecydowała się wprowadzić już teraz technologię VAR – wówczas pretensji do sędziów będzie jeszcze mniej.