Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Konrad Wysocki,
17.11.2022 18:00

Patologia coraz bardziej w cenie 

Pijaństwo, wulgaryzmy, przemoc. A to wszystko przy aplauzie rozochoconej internetowej widowni, która w podzięce za transmisję wysyła pieniądze organizatorom takiego „wydarzenia”. Patostreamy, czyli internetowe relacje wideo, przesiąknięte dewiacjami społecznymi, przyciągają tysiące widzów, głównie młodzież, a swoją popularnością znacznie wyprzedzają pozostałe internetowe treści. Co więcej, osoby kręcące tego typu filmy zarabiają od kilku do nawet kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie, wykorzystując naiwność, a w wielu przypadkach także niepełnosprawność i sytuację życiową osób, które nagrywają.

Z definicji: patostream to transmisja internetowa na żywo, prowadzona w serwisach udostępniających wideo strumieniowe (np. YouTube, Facebook). W jej trakcie prezentowane są zachowania daleko odbiegające od przyjętych norm. Najczęściej patostreamy ukazują libacje alkoholowe, często połączone z wyzwiskami i używaniem przemocy między poszczególnymi uczestnikami transmisji. Oglądający ją widzowie mogą komentować wydarzenia oraz dokonywać wpłat pieniędzy na powiązane z nią konto. 

W Polsce zjawisko patostreamingu zaczęło nabierać popularności między 2017 a 2018 r., chociaż już wcześniej nietrudno było znaleźć podobne treści. Ich popularność, głównie wśród młodych użytkowników sieci, sprawiła, że kolejne kanały emitujące zdemoralizowane treści zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu. Według różnych badań w Polsce ponad 80 proc. nastolatków zna zjawisko patostreamingu. Ponad połowa z nich (43 proc.) przyznała się, że regularnie ogląda tego typu transmisje. Dla porównania – z badania Państwowego Instytutu Badawczego NASK z 2019 r. wynika, że zaledwie 12 proc. rodziców ma świadomość, że ich dziecko ogląda takie treści. To samo badanie wskazuje również, że tylko co piąty rodzic instaluje na komputerze lub smartfonie specjalny filtr ograniczający dostęp do szkodliwych materiałów. Rozrost niebezpiecznego zjawiska sprawił, że coraz więcej młodych osób nie ma większego pojęcia o bohaterach mickiewiczowskich powieści czy „Trylogii” Sienkiewicza, jednak zapytani o takie hasła, jak „Kononowicz”, „Szkolna 17”, „Urzędnicza 2” czy „Bandyci Smerfika”, mogą rozprawiać o tym godzinami. 

„Najlepszy serial w Polsce”

W 2006 r. poznała go cała Polska. Kandydat na prezydenta Białegostoku, obiecujący, że „nie będzie niczego”. Krzysztof Kononowicz pojawił się niedawno w studiu „Sprawy dla reportera” Elżbiety Jaworowicz na antenie TVP1, przypominając się tym samym starszej widowni. Młodszej nie musiał. Od lat jest „gwiazdą” internetu, a jego codzienne życie obserwują dziesiątki tysięcy osób. W domu Kononowicza przy ul. Szkolnej 17 od lat nagrywane są krótkie filmy lub nadawane transmisje na żywo. Sprowadzają się one głównie do obrzucania się wyzwiskami przez Kononowicza i jego współlokatora, byłego kryminalistę Wojciecha S. ps. Major, który także ma swój kanał internetowy i publikuje na nim podobne treści. Przez pewien czas na każdej z przeprowadzonej transmisji „Major” zarabiał od kilkuset do nawet 2 tys. zł. W ciągu miesiąca było ich co najmniej kilka. Od strony technicznej transmisję obsługiwało wiele osób, często rozsianych po całym kraju. 

59-letni dziś Kononowicz od lat ma problemy ze zdrowiem, m.in. zaawansowaną cukrzycę i zaburzenia psychiczne. Na przestrzeni lat kilka razy trafiał do szpitala. Stał się łatwym celem nie tylko dla chcących na nim zarobić niemałe pieniądze, lecz także dla widzów, którzy wykorzystując jego łatwowierność, wmówili mu m.in., że jest prawnukiem Józefa Piłsudskiego. Widzowie oprócz pieniędzy regularnie przysyłają też paczki na adres Kononowicza. W części z nich znajdują się zazwyczaj artykuły spożywcze, ubrania czy drobna elektronika. W innych – śmieci, fekalia, mocz, a nawet materiały wybuchowe, co uwieczniono na jednym z filmów. Kononowicz jest też regularnie wyzywany, nie tylko przez widzów, ale też przez osobę, która nagrywa relacje z jego codziennego życia. Przez wiele lat jego dom był miejscem regularnych libacji alkoholowych. Stał się też obiektem „pielgrzymek” młodych widzów z całej Polski. W ostatnich latach posesja Kononowicza, jak i sam dom, są regularnie dewastowane, m.in. obrzucane kamieniami czy oblewane fekaliami lub farbą. Agresorów nie odstrasza fakt, że cały teren objęty jest monitoringiem. Ludzie oglądający Kononowicza twierdzą, że codzienne relacje z jego życia są „najlepszym serialem w Polsce”. Na kanwie tych perypetii Kononowicz stał się bohaterem niezliczonej ilości memów i przeróbek, często wulgarnych. O większości z nich sam zainteresowany nie ma pojęcia. 

Patologia przez całą dobę

Zanim jednak rozbłysła „sława” Kononowicza, patostrea­ming w Polsce miał twarz niejakiego Daniela Magicala. To on spopularyzował w naszym kraju patotransmisje na żywo, niekiedy nawet 24 godziny na dobę, w których poziom alkoholu, wyzwisk i przemocy wykraczał poza jakąkolwiek skalę. Wydarzenia z jednego z mieszkań przy ul. Urzędniczej w Toruniu obserwowała cała rzesza widzów, a tzw. donejty (od angielskiego słowa „donate” oznaczającego „darować”) stały się wiodącym źródłem zarobku bohaterów. Obok głównego „reżysera” najczęściej w transmisjach występowali jego matka i jej partner, a także znajomi. Podlewani alkoholem i zachęcani przez widzów robili pokazową demolkę mieszkania, wzajemnie się opluwali i wyzywali. Niekiedy sytuacja tak mocno eskalowała, że widzowie oglądający transmisję… wzywali na miejsce patrol policji. Znęcanie się matki nad swoim konkubentem, a także pochwała zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza sprawiły, że Magical i jego matka ostatecznie wylądowali w więzieniu. Matka opuściła już zakład karny, zaś Magical nadal odbywa karę pozbawienia wolności. Wciąż jednak pojawia się w sieci w codziennych, krótkich filmach. Jak to możliwe? Otóż nagrał na zapas wideo odliczające jego czas do wyjścia na wolność. 

Żerowanie na bezdomnych

Inny rodzaj patostreamingu to tzw. sponsorowanie bezdomnych. Takiej osobie, często uzależnionej od alkoholu, obiecuje się pieniądze w zamian za m.in. opróżnienie przed kamerą butelki wódki jednym ciurkiem. Przez wiele lat nagrywanie podobnych filmów było domeną najmłodszych użytkowników, którzy z poniżania bezdomnego robili sobie zabawę. W polskim internecie istnieje jednak kanał, który „zinstytucjonalizował” ten proceder. Mowa o „Papie Smerfiku”, na którym publikowany jest swoisty serial pt. „Bandyci Smerfika”. Autor nagrywa codzienne życie grupy bezdomnych z Ełku i okolic. W zamian za „udział” w nagraniu daje im małe kwoty, od kilku do kilkudziesięciu złotych, które, jak można się domyśleć, często przeznaczane są na alkohol. Członkowie „Bandy Smerfika” zamieszkują m.in. pustostany i opuszczone przyczepy kempingowe. Na kanale jest już dostępnych ponad 210 odcinków z ich życia, a liczba widzów stale rośnie. 
***
Zjawisko patostreamingu wykracza znacznie dalej poza wymienione przypadki. Tylko w polskim internecie można znaleźć dziesiątki, jeżeli nie setki kanałów, na których lansowane są alkoholizm, przemoc i wulgaryzmy. Dopóki będą chętni, by to oglądać, dopóty twórcy takiego formatu nie zrezygnują z łatwego zarobku i żerowania na innych. Co szczególnie niepokojące, młodzi ludzie, czyli główni odbiorcy takich treści, często przenoszą zachowanie bohaterów do codziennego życia. Podejmują różnego rodzaju wyzwania, np. z alkoholem, które mogą skończyć się dla nich nawet śmiercią. Potwierdza to, że konsekwencje patostreamingów wykraczają znacznie poza obszar szklanego ekranu komputera i smartfonu.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane