Ostatnio jednak święci triumfy oś sporu PiS i AntyPiS. Trudno nie odnieść wrażenia, że ten ostatni jest najbardziej szkodliwy, bo w zasadzie jest sporem czysto personalnym.
Nie jest to bitwa idei ani starcie dotyczące wizji państwa. Jedni odmawiają prawa do rządzenia drugim i na tym zasadza się cała polityka po 2015 roku. To stawia nas – wyborców – w trudnej sytuacji niepewności. Bo naprawdę nie wiadomo, na jakie pomysły wpadną ci czy inni politycy opozycji, gdyby przyszło im rządzić. Mistrzami są oczywiście przedstawiciele Koalicji Obywatelskiej, którzy swoje poglądy dostosowują do elektoratu, z którym rozmawiają. Śmiesznie jest szczególnie, gdy przychodzi do konkretów. I tak na przykład w Parlamencie Europejskim politycy PO są we frakcji, która chce zmniejszać ochronę wilków i wyrzucać ustawy o odtwarzaniu przyrody, a w kraju będą przekonywać, że to PiS zamierza mordować zwierzęta i niszczyć siedliska. W UE podpisują uchwały mówiące o tym, że prawo dotyczące ochrony środowiska jest koszmarne, ale już w kraju powołują się na te wszystkie klimatyczne agendy i wychwalają pod niebiosa unijny model ochrony. Wszystko to dzieje się równolegle. Są oni za reparacjami, ale jednocześnie przeciwko nim. Kibicują samochodom elektrycznym, ale jeżdżą dieslami. Mógłbym tak wymieniać godzinami, ale niewiele to zmieni. Clou sprawy jest takie, że nie można powiedzieć, co nas czeka, gdyby rządziła opozycja. Gdybym miał się zakładać, postawiłbym na chaos i przytakiwanie zagranicznym wpływom. Czy w czasie, gdy na polskie terytorium spadają rakiety, na pewno chcemy takiego zarządzania?