Pierwsze sygnały, że Białoruś wysyła samoloty do Iraku i sprowadza migrantów dla destabilizacji krajów bałtyckich i Polski, pojawiły się już w czerwcu. Wówczas rząd na Litwie natychmiast zdecydował o zbudowaniu ogrodzenia na granicy ze wschodnim sąsiadem.
Znany problem nie dla opozycji
Pierwsze newsy o imporcie migrantów przekazały niezależny białoruski kanał Nexta oraz litewska telewizja LTR. Dziennikarze dotarli do informacji, że zgodnie z porozumieniem pomiędzy państwowym biurem podróży Centrkurort i Iraq Airways na Białoruś trafiają tysiące Irakijczyków zachęcanych do imigracji do Unii Europejskiej. Realizowanych jest kilka lotów w ciągu tygodnia. Migranci mają płacić od 3 do 6 tys. dol. za podróż i pomoc w nielegalnym przekroczeniu granicy. Pochodzą nie tylko z Iraku, lecz także z Syrii, Afganistanu i innych krajów muzułmańskich. Było jasne, że to część wojny hybrydowej prowadzonej z krajami Trójmorza przez Kreml z wykorzystaniem Mińska.
Informacje podawały także inne media w Europie. Julian Roepke, dziennikarz niemieckiego „Bilda”, dowiódł, że według aktualnych rozkładów lotów linie lotnicze są w stanie przewieźć nawet 2 tys. osób tygodniowo. Przed majem 2021 r. popyt na loty na Białoruś był zerowy. To się może zmienić. Samoloty latają z pominięciem Ukrainy, przez Rosję. Tylko jednego dnia do Mińska przyleciał Boeing 747–400 z 412 miejscami, który wystartował z Bagdadu. Na pokładzie byli Irakijczycy oraz mieszkańcy innych państw, zainteresowani migracją do państw Unii Europejskiej. Następnie, po przylocie na Białoruś, migranci byli transportowani w pobliże granicy z Litwą i Łotwą, aby tam bez przeszkód przekroczyć nieleganie granicę. Białoruscy aktywiści zamieścili w sieci nagrania, jak migrantów przewożą zorganizowane grupy przemytników, współpracujące z reżimem Alaksandra Łukaszenki. Ludzie związani z dyktatorem zarabiają na procederze setki tysięcy dolarów, destabilizując przy tym sytuację w sąsiednich krajach.
Kraje bałtyckie zdecydowały, że wspólnie odpowiedzą na działania Białorusi. Litwa, Łotwa i Estonia uzgodniły, że razem będą współdziałały w zakresie przeciwstawiania się wojnie hybrydowej ze Wschodu, prowadzonej przez Kreml i jego sojuszników. Do akcji zaangażowano służby i wojsko, aby obronić się przed prowokacjami w obliczu planowanych na wrzesień białorusko-rosyjskich manewrów Zapad 2021.
Hybrydowa wojna z Polską
Prowokacje białoruskich służb posunęły się jednak o krok dalej. Według opozycyjnej organizacji byłych białoruskich mundurowych BYPOL, białoruski specnaz mógł zabić jednego z migrantów i podrzucić go na granicę z Litwą. Wyniki śledztwa przytacza Telewizja Biełsat. BYPOL ujawnił, że operacja przerzutu migrantów na granice Litwy, Łotwy i Polski nosi kryptonim „Śluza” i stoi za nią specnaz białoruskich wojsk pogranicznych. Przyznał to jeden z urzędników, mówiąc: „minister wyznaczył specjalny oddział, by zajmował się migracją, która idzie tranzytem w kierunku Europy”.
Do tragicznego zdarzenia doszło na granicy białorusko-litewskiej, gdzie znaleziono ciało imigranta z Iraku. Białoruska tuba propagandowa przekonywała, że mężczyznę zabili Litwini, bo uciekł z obozu dla uchodźców. Jednak na ciele mężczyzny, znalezionego 8 km od granicy, było 30 śladów uderzeń, na skutek których człowiek ten zmarł. Wszystko wskazuje na to, że za zabójstwem mogą stać białoruskie służby, gdyż wśród rzeczy osobistych denat miał paszport, który w obozie byłby mu odebrany.
Równolegle białoruska propaganda rozpowszechniała inny fake news, jakoby migranci mieli zabić na Litwie pochodzącego z Polski księdza. O sprawie informował Stanisław Żaryn, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych. Informacja okazała się nieprawdziwa, co potwierdziły litewskie władze i tamtejsza policja.
Ostatnie tygodnie to także wzmożony przerzut przez granicę z Polską. Kobiety i dzieci oraz osoby najbardziej potrzebujące zostały przetransportowane przez Straż Graniczną do ośrodków dla uchodźców. Funkcjonariusze udaremnili jednak przemyt większych grup, które regularnie zaczęli odsyłać z powrotem na Białoruś. Część migrantów znalazła się jednak w klinczu i zaczęła koczować na terenie przygranicznym, blokowana przez białoruski specnaz. Tylko w Polsce w sierpniu granicę próbowało przekroczyć blisko 2 tys. osób. Ponad połowę udało się zawrócić na Białoruś, jednak 760 trafiło do zamkniętych ośrodków w Polsce.
Równocześnie świat ogarnęła gorączka po przejęciu władzy przez talibów w Afganistanie. Stało się jasne, że nowa fala migracji z Afganistanu będzie próbowała się przedostać przez zieloną granicę do Polski i krajów bałtyckich. O jaki potencjał migracyjny chodzi? Do Europy będzie chciało się przedostać co najmniej 500 tys. ludzi. Uchodźcy z Azji Środkowej wybiorą trasę przez Uzbekistan, Tadżykistan lub Turkmenistan, przez Kazachstan, Rosję, Białoruś do Polski, na Litwę lub Łotwę. Będzie to na rękę Rosji i Białorusi, które prowadzą wojnę hybrydową z krajami Unii Europejskiej.
Pod rękę z Putinem
Jak wobec powyższych faktów reaguje opozycja? W warunkach kryzysu powinna stanąć po stronie interesów kraju. Tymczasem posłowie Koalicji Obywatelskiej, wspierani przez „Gazetę Wyborczą” i TVN, atakują rząd i sugerują, że koczujący na granicy ludzie to uchodźcy z Afganistanu, a nie ekonomiczni migranci przywiezieni przez białoruskie specsłużby.
Mało tego, na granicę ciągną posłowie, aby uwiarygodnić prowokację Białorusinów i w wojnie hybrydowej z Polską stanąć po stronie wroga. Na granicy polsko-białoruskiej doszło do niebywałych scen. Na miejscu pojawili się m.in. Klaudia Jachira, posłowie Michał Szczerba i Dariusz Joński, którzy paradowali z jedzeniem i śpiworami dla koczujących tam ludzi. Lewica organizowała transporty z żywnością i artykułami pierwszej potrzeby. Opozycja zaczęła się domagać, aby Polska przyjmowała uchodźców i zapewniała im wsparcie. Na miejscu pojawił się także reprezentant skłóconego z rządem środowiska prawniczego, który zaczął straszyć pograniczników konsekwencjami wynikającymi z niewpuszczenia migrantów do Polski. Przy granicy zaczął kłębić się tłum kilkudziesięciu osób, dziennikarzy mediów sprzyjających opozycji, aktywistów Strajku Kobiet, polityków Platformy Obywatelskiej.
Intencje opozycji skwitował Janusz Palikot na Twitterze: „Znów PiS ogra opozycję tematem uchodźców! Kiedy się oni nauczą abecadła w tej sprawie? Chodzi o odsunięcie PiS, a nie obronę imigrantów!”.
Opozycyjnych posłów protestujących w Usnarzu Górnym wspiera „Gazeta Wyborcza”: „Wielkie państwo w środku Europy boi się 32 osób i kota. No litości!” – głosi gazeta w nagłówku, nawiązując do drogiego, rasowego kota, kosztującego kilka tysięcy złotych, którego jedna z osób z Azji przywiozła ze sobą. „Jak zaczniemy przepędzać uchodźców na Białoruś, to będzie wojna” – straszy „Wyborcza”.
Wszystko ma na celu pokazanie, że nasz kraj łamie międzynarodowe standardy i odmawia pomocy potrzebującym. Dokładnie to chcieli osiągnąć Rosjanie i Białorusini.
Autor jest założycielem i dyrektorem Instytutu Globalizacji (www.globalizacja.org)