Z jednej strony nikogo nie powinno dziwić, że Putin ma gdzieś możliwą klęskę głodu. Wszak nieraz udowodnił, że nie liczy się z ludzkim życiem. Z drugiej – nie trzeba być geniuszem politycznym, by wiedzieć, że swoją decyzją Rosja próbuje wymusić na krajach Zachodu kolejne ustępstwa w sankcjach. Blokując statki ze zbożem, Kreml będzie próbował też udowodnić, że bez niego nie da się uciec przed wizją głodu dla milionów ludzi. Gdy wybuchnie kryzys, ruscy ruszą z „pomocą”, oczekując w zamian dalece korzystnych decyzji. Nikt jednak nie powinien nabrać się już na tego typu szachrajstwa. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski apeluje o kontynuację inicjatywy zbożowej lub uruchomienie analogicznego formatu, ale już bez Rosji. Propozycja trafiła do prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana. Gdy ten wyda zgodę, Putin znów zostanie ograny. I to w grze, którą sam rozpoczął.
Okrutna gra Rosji w głód
Decyzja Rosji o wycofaniu się z porozumienia, dzięki któremu możliwe było transportowanie ukraińskiego zboża i produktów rolnych przez Morze Czarne, to kolejny przykład cynicznej gry Kremla. Może ona wywołać skutki o charakterze globalnym, wymierzone szczególnie w regiony Azji i Afryki, do których transfer ukraińskich zbóż był największy.