To ważne słowa, ale chciałbym, aby to samo przesłanie minister spraw zagranicznych RFN lub kanclerz przekazali Niemcom. Bo to oni zasługują na usłyszenie paru, a może więcej, słów prawdy. Bo niemiecka polityka historyczna, szczególnie intensywnie w ostatnich kilkunastu latach, ale także wcześniej, starała się przedstawiać Niemców podczas II wojny światowej jako ofiary, a nie katów. Cieszę się, jak słyszę, że jeden z najważniejszych polityków w Niemczech mówi „Warszawa została zniszczona, ale nie została złamana” i że następne pokolenia odbudowały ją po niemieckich zniszczeniach. Ale jeszcze bardziej się ucieszę, gdy Berlin wykaże więcej empatii dla argumentów Polaków, Bałtów czy Duńczyków dotyczących Nord Streamu czy przyzna w końcu naszym rodakom status mniejszości narodowej (Polacy mieli go przez wiele lat III Rzeszy!). Padły słowa – ważne, ale słowa. Teraz czekamy na czyny.
Od słów do czynów
Niegdyś bardzo krytyczny wobec Polski minister sprawiedliwości Niemiec Heiko Maas, dziś szef MSZ, powiedział w 75. rocznicę Powstania Warszawskiego: „Wstyd mi za to, co Niemcy wyrządzili Polsce”. I dodał, że jego rodacy w polskiej stolicy „dokonali szczególnie okrutnej rzezi niewinnych ludzi”.