Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard Czarnecki,
26.08.2019 18:38

Nowa Komisja Europejska. Bruksela przed wyborami do KE: ostatnie rozgrywki

Zaaferowani kampanią wyborczą zapominamy, przynajmniej niektórzy z nas, że przed 13 października, we wrześniu w Brukseli i Strasburgu zapadną strategiczne decyzje w sprawie unijnych personaliów. Prawdę mówiąc, nie tylko przed wyborami w Polsce, ale i po nich Unię czeka już nie tyle personalne, ile polityczno-gospodarcze trzęsienie ziemi: będzie nim brexit, czyli opuszczenie UE przez Wielką Brytanię.

Wszystko to odbędzie się z naszej, polonocentrycznej (nic w tym złego!), perspektywy, w cieniu wyborów do Sejmu i Senatu, w drugą niedzielę października. Tyle że i nowe europejskie rozdanie personalne zarówno w Komisji Europejskiej, jak i – o czym się zapomina – w Parlamencie Europejskim będzie miało wpływ na sytuację Polski i wokół Polski.
Jeden kraj – jeden komisarz

Komisja Europejska składa się z 28 członków, ale europarlament wybierze we wrześniu tylko 26 z nich. Z jednej strony Niemcy mają już przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę Gertrud von der Leyen i w związku z tym nie zgłoszą kandydata na komisarza, a z drugiej Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej demonstracyjnie nie wystawia kandydata na komisarza, co ma być czytelnym sygnałem i dla brytyjskiej opinii publicznej, i dla Brukseli, że premier Jej Królewskiej Mości Boris Johnson kategorycznie myśli o brexicie, nawet gdyby miał być on „no deal”, czyli wyjście bez żadnego porozumienia.

Nowa Komisja Europejska będzie wybrana w myśl funkcjonującej od czasów EWG zasady: jeden kraj – jeden komisarz. Traktatowo nie jest to oczywiste, bo traktat lizboński dopuszcza sytuację, w której nie każde państwo musi mieć swojego reprezentanta w KE. Jednak na razie nikt takiego zamachu na realną partycypację państw narodowych w europejskich strukturach ponadnarodowych nie dokonał i na pewno we wrześniu tego roku nie dokona. Jeżeliby się tak kiedyś stało, będzie to symboliczne pożegnanie się z ideą Europy ojczyzn czy Europy narodów jako drogowskazem mającym przyświecać Unii Europejskiej. Zapewne jesteśmy do tego bliżej niż dalej.

Von der Leyen: połowa tek w Komisji dla kobiet!

Poza parytetami narodowymi Komisja Europejska uwzględni w jakiejś mierze parytety płci. Ale w jakiej mierze, na jaką skalę? Tu glossa historyczna. Gdy w czerwcu i lipcu 2014 r. konstytuowała się Komisja Europejska, państwa członkowskie na 27 miejsc (Luksemburg miał i tak już szefa KE, skądinąd już po raz trzeci wywodzącego się z tego małego kraju) zgłosiły aż 23 mężczyzn i 4 kobiety. Żeby uniknąć poczucia totalnej maskulinizacji Komisji, Jean-Claude Juncker wymusił na krajach członkowskich zamianę 4 panów na 4 panie, w efekcie czego nowa Komisja Europejska składała się z 8 kobiet komisarzy i 19 mężczyzn komisarzy. Parytet kobiet wyniósł więc niemal jedną trzecią.

Teraz nowa przewodnicząca Komisji Europejskiej i pierwszy w jej historii szef kobieta szykuje prawdziwą rewolucję, oznajmiając, że chce, aby w jej europejskiej drużynie obowiązywały parytety skandynawskie, a więc połowa kobiet, połowa mężczyzn. Nie za bardzo wierzę, że to się uda. Dlaczego? Już teraz bowiem von der Leyen poniosła porażkę, ponieważ jej kategoryczne żądanie skierowane wobec państw członkowskich, aby zgłaszały na komisarza dwoje kandydatów, mężczyznę i kobietę, zostało przez wiele państw członkowskich w praktyce odrzucone. W tym m.in. przez Polskę – rząd premiera Mateusza Morawieckiego przedstawił tylko jedną kandydaturę – prof. Krzysztofa Szczerskiego. Oczywiście formalnie wymogu, jaki postawiła niemiecka przewodnicząca KE, nie ma – był to z jej strony polityczny manewr, okazało się – nieskuteczny. Zapewne także dlatego, że dotychczasowa praktyka była zupełnie inna: obowiązywała niepisana reguła, że państwa, które mają komisarzy kobiety, mogą w następnym politycznym rozdaniu zgłosić mężczyzn i mieć pewność, że taki kandydat będzie przyjęty. Chyba że jego kandydaturę odrzuci Parlament Europejski, ale wtedy również może go zastąpić przedstawiciel tej samej płci.
No właśnie: dochodzimy do procedury przyjmowania lub odrzucania kandydatów na komisarzy przez europarlament. Kiedy to nastąpi? Tuż po wakacjach, w pierwszej połowie września ma dojść do przesłuchań na poziomie komisji Parlamentu Europejskiego w jego siedzibie w Brukseli. Formalne zatwierdzenie pełnego składu Komisji Europejskiej może nastąpić 17 lub 18 września, już w Strasburgu.

Europarlament: „ścieżka zdrowia” dla kandydatów na komisarzy

Oczywiście nie należy wykluczać, a nawet wręcz przeciwnie, scenariusza, który jest realizowany co pięć lat. Chodzi o odrzucenie jednego lub dwóch kandydatów na komisarzy. W 2004 r. Parlament Europejski zdyskwalifikował przedstawicieli dwóch krajów członkowskich. Jednego moim zdaniem słusznie – słabego merytorycznie kandydata z Łotwy. I drugiego ze względów czysto ideologicznych – Włocha, prof. Rocca Buttiglionego, znającego język polski doktora honoris causa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Włoski naukowiec wypowiedział się na temat homoseksualistów niezgodnie z polityczną poprawnością i to było powodem zagłosowania przeciw jego kandydaturze lewicy socjalistycznej i postkomunistycznej, Zielonych oraz liberałów.
W 2009 r. PE odrzucił już jedną kandydatkę – z Bułgarii. Zastąpiła ją zresztą Kristalina Georgiewa z Banku Światowego, która jest dziś jedynym kandydatem na prezesa Międzynarodowego Funduszu Walutowego w miejsce Francuzki Christine Lagarde. Ta z kolei ma objąć jedno ze stanowisk w ramach unijnej TOP 5, a konkretnie szefa Europejskiego Banku Centralnego z siedzibą we Frankfurcie nad Menem. Ma to nastąpić 1 listopada, tego dnia EBC opuści Włoch Mario Draghi, tak często stojący na kursie kolizyjnym z rządem w Berlinie.

Przed pięcioma laty europarlament odrzucił kandydaturę na komisarza byłej premier Słowenii. Alenka Bratušek reprezentowała formacje funkcjonujące w międzynarodówce liberałów, co jest dowodem na to, że politycznie trup w Brukseli ściele się gęsto i nie zawsze takie egzekucj” dotyczą osób ze środowisk politycznie niepoprawnych (choć akurat ekspremier z Lublany wypowiedzi tego rodzaju miała na koncie).

Jak będzie w tym roku? W brukselskich kuluarach mówi się, że środowiska lewicowe i liberalne szczególną uwagę poświęcą kandydatom z sześciu krajów. Jeden z nich to reprezentant starej Unii i członek-założyciel Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, a potem EWG, czyli Włochy. Reszta to państwa naszego regionu Europy będące na cenzurowanym w już mijającej kadencji Komisji Europejskiej. Chodzi o Węgry, Rumunię, Czechy oraz ewentualnie Słowację i Polskę. Ciekawe (vide casus liberałki ze Słowenii, byłej premier tego kraju), że dwa z tych państw rządzone są przez socjalistów (Bukareszt i Bratysława), a jeden przez nominalnych liberałów (Praga). Jak będzie ostatecznie, zobaczymy w najbliższych trzech tygodniach.

Do tego dochodzą wybory w strukturach PE zajmujących się kontaktami z krajami trzecimi i różnymi regionami świata. Ale o tym w numerze „Gazety Polskiej Codziennie” w następny poniedziałek.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane