Jego atak na Polskę w sprawie tzw. afery wizowej dowodzi, że Berlin stara się odium własnej długoletniej nieodpowiedzialnej polityki migracyjnej zrzucić na Warszawę. Kontekst jest oczywisty – wybory w Polsce. Od wielu miesięcy od niemieckich polityków różnych opcji płyną czytelne sygnały, że nie zniosą kolejnego zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości. I że liczą na powrót do władzy totumfackiego Angeli Merkel – Donalda Tuska. I wiele wskazuje na to, że Polska ma być kozłem ofiarnym i chłopcem do bicia dla niemieckich elit politycznych, które próbują odbić sobie niepowodzenia ostatnich lat na międzynarodowej arenie. Ważne jest jeszcze jedno – dziś niemieckie naciski na Warszawę mało znaczą. Ale ewentualna wygrana PO w wyborach przywróci potężne wpływy Berlina w naszym kraju. Niemcy mają długą listę oczekiwań wobec Polski – zarówno politycznych, jak i gospodarczych. I mają nadzieję, że zrealizują je politycy, którym wystarcza lotnisko w Berlinie.