Można oczekiwać, że przykład Sheparda (i kilku innych) dziennikarzy z telewizji amerykańskich zostanie podchwycony przez nadwiślańskie tefałeny et consortes (które na co dzień zażarcie krytykują TVP za stanie „po jednej stronie barykady”) i w ramach upowszechniania szeroko rozumianej „wolności słowa” włączą oni tryb specjalny – „wolność naszego słowa”. Jest to wartość tym wyższa, że podkreśla wspólnotowość, upodmiotawia „My”. „A kto nie z nami, ten morda w kubeł” — takie będzie teraz przykazanie „liberalnych” mediów.
Proponuję inne, znakomite rozwiązania, które pchną do przodu dziennikarstwo i uczynią je jeszcze większym:
a. Polityk Innej Strony stoi na mównicy, zaczyna mówić, lecz włączamy stopklatkę. Dajemy na żółtym pasku: polityk X zająknął się i zamilkł ze wstydu, gdyż właśnie z ust zaczęły mu się wymykać kłamstwa.
b. Polityk Innej Strony udziela wywiadu. Zamazujemy twarz i puszczamy lektora, który idealnie dubbinguje polityka, a zdania układają się dla nas poprawnie i „zgodnie z prawdą”.
c. W trakcie debaty prezydenckiej, gdy akurat głos ma Polityk Innej Strony, puszczamy ścieżkę dźwiękową z filmu „Park Jurajski”, z głośnym rykiem Tyranozaurusa Rexa.
d. Wynajmujemy studio „Familiady”. Ustawiamy sygnał dźwiękowy „nie udało się”, „pudło” na wysoki poziom głośności. Zapraszamy do studia Polityka Innej Strony. Gdy zaczyna mówić rytmicznie naciskamy przycisk z gongiem. Śmiejemy się. Na koniec opowiadamy żarcik, wesołą anegdotkę, suchar.
Albo rozwiązanie najprostsze: gdy puszczamy materiały związane z Politykami Innej Strony, korzystamy z techniki filmowej kina niemego. Czarno-biały obraz. Terkot kamery tylko słychać. A Michnik z Lisem grają na dwóch pianinach niepokojący nokturn. Aż w końcu całkiem im się film urywa.