W czasach rządów PiS na ich profilach gościły zawołania: „Nie dla rzezi dzików” i „Uchodźcy miło widziani”. Aż skwierczało od złych emocji w typie „Precz z Kaczorem dyktatorem” i „J...ć PiS”. Dziś, gdy Donald Tusk wchodzi w buty PSL, biorąc się za bobry i wilki, nie widzę u nich tego oburzenia. Tak jakby nieodległy grudzień wymroził w nich wszelkie polityczne emocje. Mniej lub bardziej opiniotwórczy sympatycy niedawnej opozycji raptem zamilkli. Tusk łamie kolejne obietnice, ale ich „polityka już nie interesuje”. Znów zamienili się – pamiętajmy o starogreckim znaczeniu tego słowa – w idiotów. Zwykłych, więc tym bardziej pożytecznych.
Nagle nie interesuje ich polityka
Lubię zajrzeć na profile w mediach społecznościowych moich byłych lewicowo-liberalnych znajomych i sprawdzić, jak w czasie zmieniały się ich nakładki na zdjęcia profilowe. Ludowa mądrość głosi, że są one jak kompas moralny tzw. wielkomiejskiej klasy średniej. Choć nie tylko jej.