Rząd Donalda Tuska rządzi krajem już 7 miesięcy. Zgodnie z przewidywaniami, z tygodnia na tydzień jest coraz gorzej. Większość sejmowa okazuje się teoretyczna. Koalicjanci nie mogą już na siebie patrzeć, a symbolem może być chociażby to, że Koalicja Obywatelska z Lewicą cieszą się, że PSL-owcom wybijają szyby w oknach. Nie. Nie doprowadzi to do tego, że ludowcy wskoczą w objęcia PiS-u, jednak procesy erozyjne już są widoczne i sieją spustoszenie. Widać wyraźnie, że w kolejnych wyborach PSL nie będzie już traktowany jak koalicjant Tuska, ale przynajmniej na razie – jako partia, która zawiodła oczekiwania milionów lewaków. Oczywiście to melodia przyszłości. Chociaż już nie tak odległej. Za chwilę jednak wszystkie partie koalicyjne będą się ścigać o fotel prezydenta. I też nikt na razie nie wie, jaką karczemną awanturą się to skończy. Animozje rosną. Może część osób już bardziej nienawidzi współkoalicjantów niż PiS-u. Nie sposób nie zauważyć, jak politycy poszczególnych partii wsadzają siebie nawzajem na miny. To osłabia ducha. Po pierwszych zachwytach zaczynają też być widoczne wady i bezmyślność. Oto na przykład Ministerstwo Sportu – w którym rządzi pięciu facetów – zajmuje się ustawą o parytetach w centralach związków sportowych. To materiał na mema. Trener pilatesu poucza leśników o zajmowaniu się lasem.
Prokuratura pełna fachowców nie umiała skutecznie zatrzymać posła Suwerennej Polski. Blamaż goni blamaż. Rozsądni wyborcy zaczynają już rozumieć.
Nadzieja na zmianę zawiodła już w pierwszych miesiącach. Polska wbrew zaklęciom nie stała się bardziej uśmiechnięta. Raczej szczerzy się z miną wariata.