Według danych fiskusa przeciętny Kowalski, inwestujący na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, mógł pochwalić się zyskiem w wysokości 70,8 tys. zł. Tak wynika z przedłożonych rozliczeń podatkowych PIT-38 z tytułu dochodów kapitałowych. To rekord ostatnich kilkunastu lat. W grubych latach 2007, 2017 czy 2018 inwestorzy zarabiali o połowę mniej. Stało się tak mimo pandemii koronawirusa, która skutkowała krachem na giełdzie w marcu 2020 r. Parkiet bardzo szybko odrobił jednak straty. Obecna koniunktura jest pozytywna, choć rynek amerykański jest tak bardzo sztucznie napompowany, a wyceny odrealnione, że inwestorzy obawiają się kolejnego tąpnięcia. Stąd ostrożność przy inwestowaniu w akcje.
Inwestorzy dzielą się swoimi zyskami z fiskusem na podstawie tzw. podatku Belki. To 19 proc. z zysków kapitałowych. Płaci go ponad 400 tys. osób prywatnych. Wspólnie zarobili oni gigantyczną kwotę 28 mld zł, budżet dostanie więc aż 5 mld zł, w porównaniu z 1,2 mld rok wcześniej.
Ostrożnie z kryptowalutami
Inwestowanie, a przede wszystkim perspektywy niebotycznych zysków zachęcają inwestorów do coraz bardziej ryzykownych operacji. Tu prym wiodą kryptowaluty, które zyskują zainteresowanie coraz większej rzeszy inwestorów instytucjonalnych oraz indywidualnych. Mali inwestorzy upatrują w kryptowalutach długoterminowej ochrony przed inflacją oraz kilkudziesięcioprocentowych zysków, które mogą osiągnąć znacznie szybciej niż w przypadku akcji.
Niestety coraz częściej dochodzi do awarii czy kradzieży kryptowalut. Jedna z popularniejszych giełd Coinquista, wpisana do rejestru małych instytucji płatniczych Komisji Nadzoru Finansowego, ma poważne kłopoty od początku tego roku. Jej klienci narzekają, że nie mogą zalogować się na swoje konta i nie mają dostępu do wypłaty środków – pisze Geekweb.pl. Z kolei „Puls Biznesu” napisał, że jeden z klientów miał stracić dostęp do kryptowalut o wartości 1,3 mln zł. KNF zażądała od właścicieli giełdy wyjaśnień. W 2019 r. okradziono klientów giełdy kryptowalut Bitmarket. Podczas jednej nocy wyparowało z giełdy 100 mln zł. Konta na platformie miało 60 tys. użytkowników. W depozytach było ponad 2,3 tys. bitcoinów. Okazało się, że całe przedsięwzięcie było zaplanowanym oszustwem. Przez 4 lata dokonywano pozornych transakcji, a środki od klientów trafiały do portfeli firm zarządzających. Prokuratura postawiła współwłaścicielowi spółki zarzuty oszustwa zagrożone karą do 10 lat więzienia.
Aby ustrzec się przed oszustami, warto śledzić komunikaty KNF, zwłaszcza dotyczące firm, które trafiają na tzw. czarną listę. Ostatnio trafiło tam kilka podmiotów z Polski i Estonii, które oferowały swoim klientom usługi finansowe bez koniecznych pozwoleń. W styczniu KNF ostrzegała przed firmą Melgreg Services OU (Cryptomarket) oraz spółkami Zawex i Fundico. Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła także śledztwo przeciwko podmiotowi LV Grow Markets, prowadzącemu platformę inwestycyjną bez stosownych upoważnień. KNF ma pod lupą szczególnie firmy zarejestrowane w rajach podatkowych lub państwach o stosunkowo liberalnych przepisach, w mniejszym stopniu chroniących konsumentów. Klienci powinni dodatkowo wzmóc czujność, czy przypadkiem nie stają się ofiarą piramid finansowych, loterii czy innych przekrętów, których wspólnym mianownikiem są kryptowaluty.
Spekulacyjna bańka stulecia?
Rynki targane sprzecznymi emocjami – chciwością i lękiem – pełne są skrajnych komentarzy zwiększających napięcie i niepewność co do przyszłości. W przypadku kryptowalut z jednej strony bitcoin stał się rekordową inwestycją wszech czasów. Skumulowany wzrost wartości wynosi aż 20 mln proc., z roczną średnią 230 proc., i to musi robić kolosalne wrażenie na inwestorach. Indeks amerykańskich spółek technologicznych dał zarobić zaledwie 20 proc. rocznie.
Z drugiej strony zaś niektóre rządy zapowiadają, że zdelegalizują kryptowaluty. Najgłośniej w tej sprawie wypowiada się rząd Indii, który chciałby wprowadzenia 10 lat więzienia za handlowanie cyfrowymi walutami, posiadanie czy ich wydobywanie za pomocą sprzętu IT. Co ciekawe, na tym rynku inwestuje już 8 mln obywateli tego kraju.
Na przeciwnym biegunie znajdują się Amerykanie. Co trzeci obywatel, który skorzysta z covidowego programu pomocy rządowej w wysokości 1400 dol., zamierza zainwestować je na giełdzie lub kupić kryptowaluty. Prawdopodobnie nakręci to spiralę kolejnych wzrostów i wywinduje finansowe aktywa na niebotyczne poziomy. Co się stanie, gdy tendencja się odwróci? Czy nie zaburzy to płynności alternatywnych dla Wall Street pośredników finansowych? Te obawy nie są bezzasadne.
Wielu znanych inwestorów i doradców inwestycyjnych uważa, że niebezpieczeństwo czai się tuż za rogiem. Portal Strefa Inwestorów cytuje słynnego doradcę inwestycyjnego Billa Bernsteina, który uważa, że gotowa do pęknięcia bańka jest już uformowana. „Teraz te sygnały widać. Wystarczy popatrzeć na to, co dzieje się wokół Robinhooda, co działo się niedawno wokół akcji spółki GameStop. To wszystko są sygnały narastania bańki” – powiedział, komentując ostatnie wywindowanie cen przeciętnej spółki za pomocą popularnej aplikacji dostępnej w smartfonie.
Ceny odrywają się od fundamentów, ponieważ do głosu doszło młode pokolenie, które uważa, że ceny na giełdzie mogą tylko rosnąć. Pierwsze sukcesy, duże zyski utwierdzają je w przekonaniu, że idylla będzie trwała wiecznie. Jest to charakterystyczny sygnał ostrzegawczy przed każdym z krachów. Gdy runą rynki finansowe, zacznie się hiperinflacja. Gotówka będzie traciła swoją wartość, a zanim sytuacja się ustabilizuje, miną lata.
Ray Dalio, założyciel Bridgewater Associates, największego funduszu hedgingowego świata, uważa, że rządy mogą w ten sposób zacząć manipulować rynkami, aby zakazać przepływów z tracącej na znaczeniu gotówki do kryptowalut czy złota. Dalio uważa, że pieniądz papierowy to „śmieć”, a jedyne, czego można się spodziewać po biurokratach, to podwyżki podatków.
Innowacyjność inwestorów
Nowością na rynku inwestycyjnym są tzw. tokeny niezamienne NFT (ang. non-fungible tokens). Jest to numer seryjny zaszyfrowany podpisem twórcy, rejestrowany w blockchainie kryptowaluty Ethereum (ETH). W ten sposób można kupować cyfrowe wersje dzieł znanych artystów, a nawet gify, memy czy tweety. Ostatnio w ten sposób wylicytowano tweet miliardera Marka Cubana za 952 dol. Inne dzieła osiągają natomiast zawrotne ceny. Filmik Nyan Cat został wyceniony na 580 tys. dol. Natomiast dom aukcyjny Christie’s sprzedał kolaż „First 5000 Days” artysty o pseudonimie Beeple za 69,34 mln dol. W ten sposób sprzedają się interaktywne obrazy, ścieżki dźwiękowe czy grafiki. Swoje NFT wydaje coraz więcej artystów. Kilka tygodni temu swój token wydał znany artysta muzyki cyfrowej Aphex Twin. Na licytacje wydał dzieło będące animacją jego twarzy. Kupujący płacą za nią kryptowalutami.
Jedną z branż, na której kwitnie także bańka spekulacyjna, jest zielona energia. Istnieje dużo rozwiązań proekologicznych, które są zwyczajnie przeszacowane. Koronnym przykładem jest firma Tesla produkująca zaledwie kilka modeli samochodów, której obecna wartość rynkowa jest wyższa niż czołówki firm motoryzacyjnych razem wziętych, z Toyotą i VW włącznie. Obecnie wystarczy ogłosić, że inwestuje się w farmy fotowoltaiczne lub wiatraki, aby inwestorzy dostali małpiego rozumu. Osobom racjonalnym powinna zapalić się ostrzegawcza czerwona lampka.
Autor jest założycielem i dyrektorem Instytutu Globalizacji (www.globalizacja.org)