Przyjął też ciepło sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo (za jego rządów nie było na Białorusi tak wysokiego przedstawiciela USA), który obiecał ropę „po konkurencyjnych cenach”. Łukaszenka zaczął nawet modyfikować godło Białorusi na takie, gdzie widać nie Eurazję, ale Europę. Te działania wywołały emocjonalne reakcje na Wschodzie i Zachodzie. Na Wschodzie państwowe rosyjskie media i ich propagandyści nie kryją obaw, że Łukaszenka odwraca się od Rosji. Na Zachodzie (w tym w Polsce) pojawiły się nadzieje, że Białoruś skręca na Zachód. A tymczasem sprytny „Baćka” obie strony wodzi za nos, próbując wzmocnić własną pozycję i wyjść na swoje. Choć dla Polski to i tak dobrze, że państwo białoruskie jeszcze jest w grze o swoją przyszłość. A przy okazji parę dolarów za rewers ropy można zarobić.
Łukaszenka wodzi wszystkich za nos
Jak wiadomo, Rosja chce wymusić na Białorusi albo dalszą integrację (niektórzy mówią: wchłonięcie) w zamian za wciąż niskie ceny ropy, albo więcej pieniędzy za ropę. Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka zaczął poszukiwać dostaw z alternatywnych kierunków – a to z Kazachstanu, a to przez kraje bałtyckie, a to przez gdański Naftoport.