Podobna zagwozdka czeka w przypadku dokładnej liczby wspólnych manewrów wojskowych z Rosją od momentu rozpoczęcia przez nią inwazji na Ukrainę. Dyktator z Mińska jak ognia unika bezpośredniego zaangażowania w wojnę, dlatego robi tzw. drugie tło dla neoimperialnej polityki Władimira Putina. Zaliczają się do niego zarówno grożenie sąsiednim krajom i wysuwanie wobec nich absurdalnych oskarżeń, jak i szereg prowokacji, mających „uświadomić” takie państwa jak Polska czy Litwa, że tylko dobra wola samozwańczego prezydenta powoduje, że Białoruś nie rozpoczęła szturmu, który przyniesie pożogę i zniszczenie. W taką narrację wpisują się m.in. ostatnie rozmieszczenie czołgów i wojska przy granicy z Litwą czy manewry białoruskiego 115 Pułku Przeciwlotniczego na poligonie w obwodzie brzeskim graniczącym z Polską. Alaksandr Łukaszenka doskonale wie, że rola prowokatora jest znacznie wygodniejsza niż rola agresora. I skrzętnie z tego korzysta.