Pamiętają Państwo zapewne akcję w obronie dzików. Była to całkowicie absurdalna historia, w której postępowa Polska broniła loch, odyńców i warchlaków przed krwiożerczymi PiS-owcami reprezentowanymi przez Jana Krzysztofa Ardanowskiego. Czego tam wtedy nie było… Byli celebryci z tabliczkami. Były awatary w profilach na Facebooku. Był Andrzej Halicki drący się przed Sejmem, że dzik jest dziki, PiS jest zły. Były też listy oburzonych naukowców, których zdaniem lasy miały od tego uschnąć, a my wszyscy umrzeć na ugryzienia kleszczy. Słowem, rzucili się do obrony dzików jak Palikot na małpki. No i teraz mijają cztery lata, po których zaczynają się polowania na dziki, co nie wzbudza przesadnego entuzjazmu. I to gdzie? W miejscu bliskim każdemu lemingowi w tym kraju. W Lemingopolis, Lemingradzie, Lemingstanie. Słowem, w dzielnicy Wilanów. Gdzie się podziała ta cała propaganda? Gdzie aktywiści, którzy przekonaliby milionerów z Wilanowa, że muszą mieć zryte trawniki, bo wyparli dziki z ich terenów i że były one pierwsze? Gdzie Magdalena Środa przekonująca mieszkańców królewskiej dzielnicy, że dziki trzeba traktować jak uchodźców? Wreszcie gdzie ruchy antyłowieckie blokujące polowania? Ano nigdzie. Kule w łeb, które otrzymają odyńce i lochy, tym razem będą lecieć uśmiechnięte. Wszyscy bowiem kochają przyrodę, kiedy ona nie kosztuje. Ale gdy tylko zaczyna ingerować w nasze życie, to miłość przechodzi. Dziś leming stanie przeciwko dzikowi. W obronie trawnika i yorków. Nadal jednak pozostanie lemingiem. Będzie więc protestował, gdy rolnik będzie bronił swoich zwierząt i pól, z których uprawy żyje. Będzie miał dla niego mnóstwo rad. I to jest smutne.
Leming przeciwko dzikowi
Wiem. Są ważniejsze tematy. Nasz kraj powoli schodzi z mapy globu. Na razie mamy stan staczania się w anarchię. To groźne, bo świat zaczyna być generalnie coraz mniej bezpieczny. Mamy wiele wojen i punktów zapalnych, w tym jeden z nich na własnej granicy. Nie sposób jednak nie odnieść się do tego, jak nawet w małych sprawach politycy KO są załgani.