Debaty w Polsce też miały swoją energię, gdy Lech Wałęsa nie chciał Aleksandrowi Kwaśniewskiemu podać ręki albo gdy Adrian Zandberg w 2015 r. tak zachwycił lewicowy elektorat, że ten porzucił starą, postkomunistyczną partię. Jednak w toku rozwoju marketingu politycznego wymiany zdań stały się bardziej wymianą sztuczek PR-owskich i brudnych zagrań sztabowców kandydatów niż rzeczową dyskusją. W Polsce jest jeszcze gorzej – walka o Pałac Prezydencki usłana jest prowokacjami tajnych służb albo obcych wpływów. W 2020 r. chciano zaskoczyć Andrzeja Dudę wielką manipulacją, że „ułaskawił pedofila”, po której prezydent pewnie by się już wyborczo nie podniósł. Teraz wrzutka dotyczy tak zwanej kawalerki Karola Nawrockiego. Kilkoma kwitami z archiwum służb próbuje się zdobyć najwyższe stanowisko w państwie. W takim razie nie jest to mocne państwo.
Kwity o prezydenturę
Debaty kandydatów na ważne stanowiska w państwie nie mają już tej mocy co dawniej. Komentatorzy przywykli do standardów ze słynnego starcia Richarda Nixona z J.F. Kennedym, w którym ten ostatni ładniej się uśmiechał i miał bardziej przenikliwe oczy, przy czym tamto wystąpienie miało miejsce ponad 80 lat temu!