Wałęsa nie poprowadził też do zwycięstwa prowadzącego manifestację Bartosza Arłukowicza, gdyż ów syn ormowca i komunistycznego naczelnika gminy Darłowo dopiero w przyszłości wstąpić miał, ale nie do Solidarności, tylko do SLD. No chyba żeby przyjąć, że z kolei szefem Wałęsy, posiadacza stu doktoratów i czterech profesur, był ten, u którego w pawlaczu spoczywała teczka „Bolka”, czyli Czesław Kiszczak. Wtedy można uznać, że zwycięstwo w 1989 r. odniosła wielka oś: Kiszczak–Wałęsa–Jaśkowiak–
–Kupijaj–Arłukowicz. Czy moje rozważania to jakiś nonsensowny bełkot? Być może, ale na pewno mniej bezsensowny niż powoływanie się pomiędzy słowami „j…ć”, „wyp…ć” oraz „ch…e” płynnie przechodzącymi w deklarację „jesteśmy uśmiechnięci” na Solidarność oraz patriotyzm. I to nie niemiecki ani rosyjski, ale polski.