Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Marek Bober
16.06.2026 13:00

Koniec wojny z Iranem. Republikanie szykują się do wyborów

Gdybyśmy uwierzyli sondażom, możemy pozbierać zabawki i już przyznać zwycięstwo demokratom w wyborach do Kongresu. Mają oni odbić Izbę Reprezentantów i – tutaj już nie ma takiej pewności – Senat. W takim scenariuszu paraliż poczynań prezydenta, próby jego impeachmentu i blokada legislacyjna są pewne. Steve Bannon, były doradca w Białym Domu za czasów pierwszej kadencji Donalda Trumpa, przewiduje, że Partia Republikańska (GOP) straci większość w Senacie. Jego zdaniem przyczyną będzie po prostu spadek entuzjazmu wśród wyborców republikanów. Jednak wcale tak nie musi być, tym bardziej że na dniach dojdzie do umowy między Stanami Zjednoczonymi i Iranem, a cieśnina Ormuz zostanie trwale odblokowana.

Według firmy AdImpact, zajmującej się monitorowaniem rynku reklamy, przewidywany koszt listopadowych tzw. wyborów środka kadencji wyniesie 11,6 mld dol. Stanowi to rekordową kwotę wydatków na reklamę polityczną w jakimkolwiek cyklu wyborczym, napędzaną częściowo gwałtownym wzrostem nakładów na kampanię do Senatu w stanach Ohio, Teksas i Maine. Republikanów czeka trudna droga do wyborów.

Wojna to negatywne konsekwencje 

Z ostatnich sondaży wynika, że Amerykanie obawiają się o stan gospodarki, a wielu z nich nie popiera wojny z Iranem. Komentator polityczny, była gwiazda telewizji Fox News i przyjaciel prezydenta Bill O’Reilly określił niedawno rozmowy pokojowe między USA a Iranem jako kpiny. – Te negocjacje to farsa. Wszyscy o tym wiedzą, amerykańska opinia publiczna też o tym wie – powiedział. Zakończenie wojny – które ma zostać sfinalizowane w Szwajcarii 19 czerwca – może bardzo pomóc Donaldowi Trumpowi i republikanom. Problem jedynie w tym, że podpisanie pokoju nie oznacza, że za jakiś czas walki nie zostaną wznowione. A wojna ma swoje konsekwencje, przede wszystkim we wzroście cen benzyny, a co za tym idzie – wielu produktów. Mało tego, zakończenie wojny nie oznacza, zdaniem wielu analityków, że ceny wrócą do poprzedniego poziomu.

Wpływowy senator Ted Cruz, republikanin z Teksasu, twierdzi, że wzrost cen paliw nie wpłynie na wybory. „Nie uważam, by decyzje dotyczące bezpieczeństwa narodowego powinny być podejmowane na podstawie krótkoterminowych kalkulacji politycznych – powiedział. – Nie sądzę, by miało to istotny wpływ na wybory. Nie widziałem żadnych danych sugerujących, że kwestia ta znacząco oddziałuje na nastroje wyborcze – dodał. Inaczej sądzi większość obywateli. Amerykańska gospodarka ma się całkiem przyzwoicie, jednak ogólne poczucie, że rosną koszty utrzymania, sprawia, że republikanów czeka w kampanii droga przez mękę. 

Prezydent Trump pewny siebie

Trump cały czas twierdzi, że GOP wygrywa debatę na temat tzw. przystępności cenowej (affordability). Argumentuje, że wprowadzone przez niego obniżki podatków, ograniczenie regulacji oraz… spadające ceny przyniosły amerykańskim rodzinom znaczną ulgę po latach inflacji przypadających na okres prezydentury Joego Bidena. Chwali też rozkwit ekonomiczny. Ostatnio wskazał na lepszy od oczekiwań raport z rynku pracy jako dowód na świetną kondycję gospodarki, ogłaszając „zalew ofert pracy”. W maju gospodarka zyskała 172 tys. miejsc pracy, znacznie przewyższając prognozy ekonomistów. Według danych Departamentu Pracy stopa bezrobocia utrzymała się na poziomie 4,3 proc. 

To wszystko prawda, ale sondaże konsekwentnie wskazują, że to właśnie inflacja i koszty życia należą do głównych spraw, którymi zaprzątają sobie głowy amerykańscy wyborcy. Choć wzrost płac pozostaje stabilny, a bezrobocie jest stosunkowo niskie, wiele gospodarstw domowych wciąż zmaga się z wyższymi kosztami mieszkań, żywności, ubezpieczeń i innych wydatków. Dane te uwypuklają wyzwanie, przed jakim stoi Biały Dom, zwłaszcza że w ostatnich tygodniach poparcie dla Trumpa systematycznie spadało. Majowy raport napawa optymizmem w kwestii rynku pracy, ale wielu wyborców wciąż ocenia kondycję gospodarki przez pryzmat codziennych wydatków.

Znakomita sytuacja?

Optymistycznie nastawiony jest Joe Gruters, przewodniczący Republikańskiego Komitetu Narodowego (RNC), który jest przekonany o dobrych perspektywach republikanów. Argumentuje, że polityka Trumpa oraz słabość kandydatów Partii Demokratycznej już zapewniły GOP silną pozycję. Gruters bagatelizuje obawy wynikające z nowej analizy AP-NORC, która wskazuje, że od wyborów w 2024 r. Trump stracił poparcie wśród wyborców niezależnych, zwłaszcza tych nieposiadających wyższego wykształcenia. – Niekoniecznie wierzę w te sondaże – stwierdził. – Uważam, że liczy się przede wszystkim dzień wyborów. Gdybym wierzył sondażom, przegralibyśmy każde starcie wyborcze – podkreślił. 

Republikański strateg Karl Rove twierdzi z kolei, że sondaże pokazujące przewagę demokratów w wyborach śródokresowych nie muszą wywołać „błękitnej fali”, czyli wyraźnego zwycięstwa Partii Demokratycznej. Rove nawiązał do sondażu przeprowadzonego przez Marquette, który pokazuje, że demokraci mają zaledwie 1 pkt proc. przewagi nad republikanami. – Zasadniczo, jeśli spojrzeć na ten jeden sondaż, sugeruje on, że nie zaszło wiele zmian, ale jeśli nastąpi jakakolwiek zmiana, to na korzyść republikanów – prognozował. Rove zauważył, że republikanie odnieśli „nieznaczną przewagę” w wyniku zmiany okręgów wyborczych w połowie dekady, i stwierdził, że demokraci muszą mieć co najmniej 5–6 pkt proc. przewagi, aby przejąć Izbę w listopadzie.

Najsilniejszy rzecznik partii

Trump, zagadnięty ostatnio przez dziennikarza, dlaczego zajmuje się sytuacją międzynarodową, a nie zwykłymi problemami Amerykanów, odparł: „Nie myślę o sytuacji finansowej Amerykanów. Nie myślę o nikim. Myślę o jednej rzeczy: nie możemy pozwolić Iranowi na posiadanie broni nuklearnej”. Ta wypowiedź, mimo wszystko, będzie zapamiętana i wypominana w amerykańskich mediach. Podczas jednego z briefingów prasowych Trump poszedł jeszcze dalej, stwierdzając, że nie obchodzą go wybory, gdyż zajmuje się Iranem. 

Z drugiej strony należy dostrzec, że otoczenie Trumpa angażuje się w działania związane z wyborami. Prezydent pomógł choćby znacząco zwiększyć fundusze wyborcze i ukrócić wewnętrzne spory w prawyborach. Spiker Izby Reprezentantów Mike Johnson, republikanin z Luizjany, potwierdził, że Trump jest całkowicie skoncentrowany na wyborach. – Ten prezydent jest bardziej niż jakikolwiek inny prezydent w naszej pamięci skupiony na sprawach wewnętrznych kraju. W ciągu jednego dnia poświęca on więcej czasu na pracę nad kwestiami krajowymi niż Joe Biden przez cztery lata – porównał. 

RNC określił Trumpa jako „najsilniejszego rzecznika partii, osobę najbardziej mobilizującą wyborców do głosowania oraz klucz do sukcesu republikanów w wyborach”. – Od pierwszego dnia prezydent Trump niestrudzenie pracuje nad obniżeniem kosztów, wzmocnieniem gospodarki i zażegnaniem kryzysu inflacyjnego wywołanego przez Joego Bidena i demokratów. Amerykanie widzą tego efekty, dlatego kandydaci republikanów w całym kraju z dumą prowadzą kampanię, popierając prezydenta Trumpa i jego program – oświadczyła rzeczniczka prasowa RNC Kiersten Pels. Rzecznik Białego Domu Kush Desai oznajmił, że w listopadzie wyborcy będą mieli wybór między „postawieniem na sprawdzone rozwiązania prezydenta Trumpa a powrotem do porażek administracji Bidena”.

Po trzech miesiącach rysuje się szansa na trwałe zakończenie wojny i podpisanie pokoju. Nie zmienia to jednak faktu, że republikanie muszą solidnie wziąć się do pracy, jeśli nie chcą stracić władzy jesienią.
 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE