Tymczasem odnosząc sprawę do obiektywnych liczb, wszystko wygląda inaczej. Rok 2023 był rekordowy w Kanadzie, jeśli chodzi o pożary lasów. Jak oszacowały władze, w minionym roku spłonęło w sumie 15 mln ha. Dla porównania polskie Lasy Państwowe zarządzają 7,3 mln ha, a w sumie Polska ma 9,2 mln różnych drzewostanów. Wychodzi więc na to, że w ubiegłym roku w Kanadzie spłonęły lasy o powierzchni przewyższającej obszar naszych lasów.
Mam wrażenie, że za mało mówiło się o tym w Polsce. My bowiem uważamy, że największym problemem jest definicja drewna energetycznego czy problem wywożenia drewna do Chin. Gdybyśmy swoją perspektywę sprzedali Kanadyjczykom, to gruchnęliby śmiechem. Gdyby przyjąć, że lasy w Kanadzie są zasobne tak jak te w Polsce, to tylko w ubiegłym roku poszło tam z dymem 4 mld metrów sześciennych drewna. Przyjąwszy, że zużycie przez Polaków drewna do celów energetycznych byłoby stałe, oznaczałoby to, że razem z tym kanadyjskim, które spłonęło, moglibyśmy palić w piecach przez 400 lat! Gdyby pożary odnieść z kolei do naszego eksportu do Chin, to w Kanadzie spłonęło drewno, które mogłoby zabezpieczyć ten kierunek na… 800 lat. No ale mitami żyjemy, więc eksport i palenie w piecach opału to u nas wielki problem. Z pewnej perspektywy staje się on jednak marginalny.
Wręcz śmieszny.