Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jacek  Liziniewicz
30.05.2024 16:30

Kanadyjskie punkty odniesienia

W Polsce często dyskutujemy o problemach ekologicznych bez jakichkolwiek porównań i punktów odniesienia. Dyskusje są tak zażarte, jakby to od kraju nad Wisłą zależało wszystko. Często wręcz wmawia nam się, że musimy czuć się odpowiedzialni za cały świat. Polacy lubią tę perspektywę. Czują się wtedy dowartościowani.

Tymczasem odnosząc sprawę do obiektywnych liczb, wszystko wygląda inaczej. Rok 2023 był rekordowy w Kanadzie, jeśli chodzi o pożary lasów. Jak oszacowały władze, w minionym roku spłonęło w sumie 15 mln ha. Dla porównania polskie Lasy Państwowe zarządzają 7,3 mln ha, a w sumie Polska ma 9,2 mln różnych drzewostanów. Wychodzi więc na to, że w ubiegłym roku w Kanadzie spłonęły lasy o powierzchni przewyższającej obszar naszych lasów.

Mam wrażenie, że za mało mówiło się o tym w Polsce. My bowiem uważamy, że największym problemem jest definicja drewna energetycznego czy problem wywożenia drewna do Chin. Gdybyśmy swoją perspektywę sprzedali Kanadyjczykom, to gruchnęliby śmiechem. Gdyby przyjąć, że lasy w Kanadzie są zasobne tak jak te w Polsce, to tylko w ubiegłym roku poszło tam z dymem 4 mld metrów sześciennych drewna. Przyjąwszy, że zużycie przez Polaków drewna do celów energetycznych byłoby stałe, oznaczałoby to, że razem z tym kanadyjskim, które spłonęło, moglibyśmy palić w piecach przez 400 lat! Gdyby pożary odnieść z kolei do naszego eksportu do Chin, to w Kanadzie spłonęło drewno, które mogłoby zabezpieczyć ten kierunek na… 800 lat. No ale mitami żyjemy, więc eksport i palenie w piecach opału to u nas wielki problem. Z pewnej perspektywy staje się on jednak marginalny. 

Wręcz śmieszny.
 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej