Gdy drużyna prowadzi do przerwy 2:0 z zespołem, który zajmuje 171. miejsce w rankingu FIFA, od takiej kadry jak nasza należy spodziewać się co najmniej dwukrotnie wyższego wyniku końcowego. Tymczasem druga połowa wyglądała tak, jakby nasi piłkarze z góry założyli, że ten mecz wygrali. Mołdawianie przycisnęli, wykorzystali karygodne błędy naszych piłkarzy, strzelili trzy gole i wyrwali wynik, który poszedł w świat. „Blamaż”, „dziadostwo”, „katastrofa na pastwisku”, bo tak mniej więcej wyglądała murawa stadionu w Kiszyniowie – to tylko niektóre określenia meczu. Meczu, po którym większość kibiców ma wrażenie, że piłkarze zachowali się jak uczeń ze słynnego mema, który mając w ręku świadectwo z samymi jedynkami, mówi: „Jeszcze tylko wpier… i wakacje!”. I taka jest prawda: na własne życzenie dostaliśmy łomot, a piłkarze rozjechali się na urlopy. Jesienią, niczym uczniowie kulejący z matematyki, także polscy kibice będą musieli cały czas trzymać w rękach kalkulatory. I liczyć, jak uciułać wystarczającą liczbę punktów do awansu z grupy.
Jeszcze wpier… i wakacje
Mamy ogórki po kaszubsku, po kozacku, a od wtorku także po kiszyniowsku. Mowa oczywiście o tragicznym wyniku reprezentacji Polski w eliminacjach Euro 2024 w meczu z Mołdawią.