Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Bartosz Bartczak,
17.11.2021 17:00

Jest ciężko, ale wygrywamy 

Najpierw był szturm migrantów na polską granicę. Polskim żołnierzom, policjantom i pogranicznikom udało się go odeprzeć. Co więcej, polskie służby praktycznie codziennie dają radę z naporem wysłanych przez Łukaszenkę „nachodźców”. Później była debata w Sejmie, w której nikt nie ośmielił się atakować polskich służb mundurowych. Wreszcie 11 listopada doszło do Marszu Niepodległości, którego Rafał Trzaskowski z upolitycznionymi sędziami próbowali zabronić. Marsz się odbył i nie tylko zgromadził rekordowe 150 tys. osób, lecz nawet przebiegł całkowicie spokojnie. 

Te wszystkie wydarzenia pokazują, że Polacy jako naród i Polska jako państwo wygrywają. Wygrywają z wrogiem zewnętrznym – tandemem Putin–Łukaszenka, który nasyła na nas falę migracyjną. Wygrywają też z wrogiem zewnętrznym – siłami społecznymi nienawidzącymi polskiego munduru, polskiego patriotyzmu i w ogóle żadnego przejawu polskiej siły.

Putin nie dostaje tego, co chce

Trudno jednoznacznie stwierdzić, co chciał osiągnąć Alaksandr Łukaszenka, nasyłając na Polskę migrantów. Być może liczył na dotacje, jakie kiedyś otrzymał turecki prezydent Recep Erdoğan za zatrzymanie fali migracyjnej zmierzającej do Europy. Wtedy sytuacja była jednak inna. Turcja była pierwszą przystanią dla Syryjczyków uciekających z pogrążonego w wojnie kraju. Miliardy dla Erdoğana rzeczywiście były skierowane na pomoc imigrantom w Turcji, żeby urządzili się tam, a nie udawali się do Europy. 

Z Białorusią sytuacja jest inna. Łukaszenka sprowadza imigrantów do kraju, skąd się da. Białoruś nie jest więc bezpieczną przystanią, ale pułapką na ludzi. Dyktator może więc raczej liczyć na potępienie i sankcje ze strony Europy, a nie na wsparcie finansowe. Skutek jego działań będzie odwrotny do zamierzonych.

Kryzys wywołany przez Łukaszenkę jest też problemem dla Moskwy. Wszyscy wiedzą, że prezydent Białorusi jest sterowany przez Putina. Wina za kryzys migracyjny spada też więc na Rosjan. I jest to kolejny kamyczek, który uruchamia na Białorusi lawinę podobną do tej ukraińskiej. Moskwa już definitywnie straciła Kijów, a teraz traci Mińsk. 

Znienawidzony na Białorusi dyktator jest symbolem podporządkowania Rosji. Niechęć względem Łukaszenki owocuje więc niechęcią wobec wschodniego sąsiada. A sprowadzenie do kraju masy migrantów przez Łukaszenkę, w ramach putinowskiej wojny hybrydowej z Zachodem, jeszcze wzmacnia w Białorusinach niechęć do dyktatury mińskiej i moskiewskiej. Białoruski naród nieuchronnie oddala się od Rosji i prędzej czy później pociągnie za sobą państwo białoruskie. 

Tusk nie dostał tego, czego chciał

Trudno powiedzieć, co chciał osiągnąć Donald Tusk, kiedy pozwolił swoim posłom atakować polskie służby mundurowe broniące polskiej granicy i głosować przeciwko budowie zapory na wschodzie. Być może lider PO wyszedł z założenia, że im gorzej dla państwa polskiego, tym lepiej dla jego partii. Ale były premier się przeliczył. Poparcie dla jego formacji zaczęło spadać. Ludzie po prostu się boją i chcą, żeby naszej granicy strzegli żołnierze i pogranicznicy oraz by była tam zbudowana zapora. Zwolennicy bezmyślnego przyjmowania masy nielegalnych migrantów stanowią znikomą mniejszość. I ta mniejszość nigdy wyborów nie wygra. Po raz kolejny polska opozycja popełniła ten sam błąd. Uwierzyła, że wielkomiejskie pseudoelity, a zwłaszcza celebryci, są szanowane i słuchane przez naród. A prawda jest taka, że nie słucha i nie szanuje ich prawie nikt. 

Już nikt nie ma odwagi atakować polskiego munduru. A to bardzo dobra wiadomość. Kto atakuje polski mundur, jest wrogiem Polski. A jeśli wrogowie boją się atakować, to znaczy, że jest dobrze. 

Wielką klęską wrogów Polski był też tegoroczny Marsz Niepodległości. Nie tylko nie udało się go zatrzymać, ale i przebiegł on w spokojnej atmosferze. Polscy patrioci pokazali więc siłę i samodyscyplinę. Mamy w Polsce wzrost postaw patriotycznych, rośnie też wsparcie dla polskich służb mundurowych i gotowość do stawiania interesów własnego narodu na pierwszym miejscu, co musi doprowadzać wewnętrznych wrogów Polski do wściekłości. Wrogie Polsce siły są w wyraźnym odwrocie, jest więc nadzieja, że uda się je w niedługim czasie ostatecznie pokonać. A to będzie wielkie zwycięstwo Polaków.

A czego chcą ludzie?

Polacy jako naród wygrywają w dużym stopniu dlatego, że ich wrogowie popełniają olbrzymi błąd. Błąd myślenia elitarnego. Zarówno Putin, jak i polska totalna opozycja myślą perspektywą elitarną. Dla nich to, co myślą elity polityczne i medialne Zachodu, jest wyznacznikiem tego, jak mają działać. Najlepiej widać to przy okazji obecnego kryzysu. 

Elity zachodnie, zwłaszcza te medialne, bardzo „przejmują się” losem migrantów. Putin, sterujący Łukaszenką, zapewne pomyślał, że nasyłając na Polskę migrantów, przylepi nam łatkę „kraju faszystowskiego”, jeżeli będziemy bronić swoich granic. Podobnie pewnie pomyślała polska totalna opozycja, która chciała przylepić tę samą łatkę rządowi PiS. Ale oni wszyscy się przeliczyli. Europejczycy, w tym Polacy, boją się masowych migracji. Polska i rządząca nią Zjednoczona Prawica stają się więc powoli bohaterami, a nie „faszystami”.

Jednak przykład kryzysu migracyjnego nie jest pierwszym przypadkiem, kiedy Putin i polska totalna opozycja przegrywają na swojej elitarności. Putin, który ignorował ludzi, a wolał układać się z takimi satrapami, jak Janukowycz na Ukrainie i Łukaszenka na Białorusi, przegrał już Ukrainę i właśnie przegrywa Białoruś. Totalna opozycja, która głosiła stworzony przez „zachodnie elity” program neoliberalizmu w gospodarce i odrzucenia tradycji i patriotyzmu w polityce zagranicznej i społecznej, przegrała wybory w latach 2015, 2018, 2019 i 2020. 

Co więcej, Putin wciąż nie rozumie, że Ukraińcy i Białorusini po prostu nie chcą dyktatu Kremla. A polska totalna opozycja wciąż nie rozumie, że Polacy nie chcą dyktatu TVN, „Gazety Wyborczej” i Brukseli. Elitarność zewnętrznych (Putin) i wewnętrznych (przeciwnicy polskiego myślenia narodowego) wrogów Polski powoduje, że nam jako narodowi łatwiej jest się przed nimi bronić.

Ostatni bój

W historii wiele razy władcy, dysponujący nawet olbrzymią siłą, przegrywali ze zjednoczonym ludem. Tak się dzieje i teraz. Putin wciąż ma olbrzymie środki. TVN i „Gazeta Wyborcza” wciąż mają niemałe możliwości. A mimo to przegrywają. Przegrywają, bo polscy patrioci (a także patrioci ukraińscy wcześniej i patrioci białoruscy teraz) stanęli i stoją po stronie zwykłych ludzi. 

Putin i polska totalna opozycja myśleli tylko kategoriami tego, co mówi się na poziomie elit, więc uznali, że to, co myślą elity zachodnie (a także warszawskie, kijowskie czy mińskie), to jest rzeczywistość. Patrioci w Polsce, na Ukrainie i Białorusi zaczęli jednoczyć się ze zwykłymi ludźmi. Bo przecież to zwykli ludzie składają się na naród. Kiedy więc zaczęło dochodzić do wojen hybrydowych Putina, najpierw przeciwko Ukrainie, a teraz przeciwko Polsce (do której dołączyli się wewnętrzni wrogowie Polski), to kremlowski elitarysta zaczął przegrywać z lokalnymi patriotami. I oby ta wojna była jego ostatnią.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane