Ci wszyscy, którzy chcieliby wykorzystywać czas po wyborach na zwiększanie siły swoich środowisk w ramach obozu Zjednoczonej Prawicy czy obozu niepodległościowego, postępują nieroztropnie. Zwyciężyliśmy, ale nie możemy osiąść na laurach, mówiąc Piłsudskim, bo to będzie przywitanie się z przyszłą klęską. Jeżeli chcemy przeprowadzić plany wzmocnienia Rzeczypospolitej, potrzeba jedności i solidarności w ramach obozu patriotycznego. Przed nami wybory prezydenckie, które musimy (!) wygrać, aby rząd mógł działać w miarę swobodnie, bez obawy o kłody rzucane nam pod nogi przez głowę państwa z opozycji. Trzeba zacisnąć zęby i odłożyć własne ambicje: dwie kadencje rządów obozu niepodległościowego mogą Polskę nieodwracalnie zmienić na korzyść – o ile rządowy samochód będzie jechał na piątym biegu, a nie drugim, bo pasażerowie kłócą się z kierowcą i między sobą.
Jedność, a nie rozgrywki i spory
Wygraliśmy wybory parlamentarne, stworzyliśmy rząd, mamy szansę dać Polsce przez najbliższe 4 lata na tyle dużo, aby uczynić z niej państwo mocniejsze na arenie międzynarodowej, silniejsze gospodarczo i bardziej sprawiedliwe. Żeby tak się jednak stało, musimy myśleć o celach, które przed sobą stawiamy – nie o rozgrywkach wewnętrznych.