Zapewne wielu Polaków jest rusofilami. Wynika to z bliskości kulturowej obu narodów. Doskonale rozumiemy rosyjską duszę. Może wzrusza nas jej tragizm. Bliski jest nam jej romantyzm, nieracjonalność, emocjonalność. Utożsamiamy się z tęsknotą za bliskością przyrody, wrażliwością, życzliwością wobec zwykłego człowieka.
Rosyjski geniusz
Pokolenia zanurzają się w kulturze, która onieśmiela swoją wielkością. Kto lepiej poznał duszę człowieka od Fiodora Dostojewskiego? Kto trafniej opisywał prowincję od Mikołaja Gogola? Kto lepiej uchwycił tragedię grzechu niż Lew Tołstoj w „Zmartwychwstaniu”? Kogo nie zachwyciła poezja Mariny Cwietajewej, opowiadania Izaaka Babela, historia doktora Żywago?
Kto nie słuchał z wypiekami na twarzy miniatur Musorgskiego, utworów Rymskiego-Korsakowa, oper Prokofiewa, nie oglądał baletów Czajkowskiego, nie zachwycał się kon-certami fortepianowymi Rachmaninowa czy symfoniami Szostakowicza? Kto nie szukał wydań z interpretacjami mistrzów w wykonaniu Mścisława Rostropowicza, Władymira Aszkenazego, Światosława Richtera? Kogo nie zadziwiał geniusz Skriabina, współczesne fortepianowe interpretacje Arkadija Wołodosa czy Jewgienija Kisina?
Kto nie czuł się mały w porównaniu z rozmachem Pałacu Zimowego w St. Petersburgu, soboru Świętych Piotra i Pawła, posiadłościami Carskiego Sioła czy Peterhofu? Kto nie zachwycał się kanonicznym malarstwem Rublowa, a może nawet abstrakcjonizmem Kandinskiego?
Jest ignorantem ten, kto nie zna monumentalnych dzieł filmowych Andrieja Tarkowskiego i nie uczestniczy w zachwycie nad współczesną twórczością kinematograficzną Andrieja Zwiagincewa, Konczałowskiego czy Aleksandra Sokurowa. Czym byłby świat bez odkryć Dymitra Mendelejewa czy Aleksandra Popowa?
Rosyjskie cmentarze są pełne grobów geniuszy, ale też pełne bezimiennych i znanych z imienia i nazwiska ofiar terrorów: carskiego, komunistycznego, sowieckiego. Ofiar powstań, zrywów, czystek, prześladowań, zsyłek i morderstw politycznych. Nie dowiedzielibyśmy się o tym potwornym dziedzictwie, gdyby nie literatura Aleksandra Sołżenicy-na czy Warłama Szałamowa.
Terror władzy
Potworności władzy i sowieckiego aparatu terroru zostały doskonale sportretowane w monumentalnych dziełach radzieckiego korespondenta wojennego Wasilija Grossmana oraz Anatolija Rybakowa, autora trylogii „Dzieci Arbatu”. Podczas gdy Grossman opisuje bezduszność i bezwzględność komunistycznej machiny wojennej, Rybakow dokonuje wiwisekcji rządów Stalina, depczącego wszelkie możliwe standardy, kierującego się wyłącznie manią wielkości i lękiem przed utratą władzy, która popycha go do najgorszych zbrodni.
To Stalin osobiście odpowiedzialny jest za porażkę w Bitwie Warszawskiej w 1920 r. Stalin bezpośrednio wydaje nakazy mordowania własnej rodziny, bliskich współpracowników i przyjaciół pod byle pretekstem. Pośrednio zaś doprowadza do czystki 1,5 mln obywateli w okresie wielkiego terroru, w tym miliona członków partii, a masowe zbrodnie komunistyczne tego okresu dotknęły nawet 20 mln rodaków. Jest to liczba niewyobrażalna, świadcząca o skali terroru opresyjnego państwa na własnym narodzie, zawsze z naciskiem na śmietankę intelektualną, elity i wyróżniające się jednostki. Stalin nie oszczędzał nikogo. W 1937 r. rozprawił się z rodziną pierwszej żony, Jekateriny Siemionowny Swanidze. Jej brata aresztowano i rozstrzelano. Jego żonę zesłano do łagru. Syna uwięziono. Siostra zginęła w więzieniu. Siostra drugiej żony została aresztowana. Jej mąż – rozstrzelany w 1938 r. Brat zmarł nagle w niewyjaśnionych okolicznościach. Jego żona trafiła do aresztu. Zginął także syn Stalina z pierwszego małżeństwa – Jakow.
Nic nie uchroniło także jego najbliższych współpracowników. Siepacz Gienrich Jagoda został rozstrzelany w marcu 1938 r. Jego zastępcy – Jakow Agranow i Grigorij Prokofiew – rok wcześniej, a Borys Berman i Michaił Frinowski – rok później. Wszyscy naczelnicy Urzędu Bezpieczeństwa zostali zlikwidowani przez NKWD w 1937 r. W ciągu dwóch lat rozstrzelono lub skazano na wieczną katorgę 20 tys. czekistów, głównie w fikcyjnych, sfingowanych procesach o rzekome przygotowywanie zamachu stanu na Stalina.
O terrorze wobec szarego człowieka napisano tomy. Wasilij Grossman w dziele „Życie i los” opisuje bitwę pod Stalingradem jako bezduszną maszynkę do mielenia ludzkiego mięsa. Losy bolszewików zależą od przypadku, urzędniczego humoru, decyzji dowódcy. Trafienie do obozu jenieckiego, koncentracyjnego, gułagu czy na front to w zasadzie dla człowieka ten sam los. Cierpienie i głód są podobne na wojnie, w więzieniu czy na wolności. Naturalna dobroć człowieka konfrontowana jest z nienawiścią aparatu państwa. „Jeśli ktoś jest niepotrzebny państwu, wtedy państwo go wykończy, zniszczy, razem ze wszystkimi jego ideami, planami i dziełami” – pisał Grossman.
Nie czas na reset
Można sobie tylko wyobrazić, jak dobrze współpracowałoby się ze zwykłymi Rosjanami, gdyby nie władza. Demokratyczna Rosja mogłaby stać się kuźnią kreatywności i zapewnić dobrobyt znacznie większej liczbie mieszkańców niż obecnie. Dziś szanse na sukces mają wyłącznie zblatowani z rządem.
Garri Kasparow, niegdyś szachowy arcymistrz, a dziś działacz na rzecz praw człowieka o poglądach liberalnych, mieszkający w USA, w książce „Nadchodzi zima. Dlaczego trzeba powstrzymać Władimira Putina i wrogów wolnego świata” przestrzega jednak przed naiwnością. „Na obecny kryzys złożyły się dwa procesy. Pierwszy to zmiana, która dokonała się w Rosji: w zaskakująco krótkim czasie od świętowania końca komunizmu kraj ten wybrał sobie na przywódcę oficera KGB, a następnie zaczął dokonywać inwazji na sąsiadów. Drugi to przysłużenie się do tej zmiany przez wolny świat – a doszło do tego w wyniku połączenia zobojętnienia, niewiedzy i źle ukierunkowanej życzliwości”.
Nie ma się więc co łudzić: nie nastąpi zmiana w stosunkach z Rosjanami, zanim nie zmieni się władza na Kremlu. Dlatego z przerażeniem należy patrzeć na próby ułożenia sobie relacji z aktualnymi politykami rządzącymi w Moskwie. Właśnie o takim resecie marzą liberałowie zarówno w Waszyngtonie, jak i Berlinie czy Paryżu. Zachodni świat mówi coraz głośniej, zresztą nieprzerwanie przez dekady, że doraźne korzyści ekonomiczne pozwalają przymknąć oko na łamanie praw człowieka i gwałcenie porządku poli-tyczno-prawnego na arenie międzynarodowej przez Kreml.
Co zadziwiające, dążenie do resetu jest widoczne wyraźniej po stronie Zachodu, niż jest wyczekiwane w Moskwie. Rosji odpowiada strategia nieustannej konfrontacji i zarządzania konfliktem, gdyż wskutek jej realizacji osiąga swoje cele − osłabia Zachód i jego sojuszników, powoli wciągając ich we własną grę. Mówił o tym nie tak dawno rzecznik Kremla Dimitrij Pieskow, oznajmiając: „Nie ma na razie żadnych warunków do resetu”.
Zachód wykazuje się wobec Rosji żenującą naiwnością. Uzależniając się energetycznie od Wschodu, popada też w zależność polityczną. Układając się z Putinem, wpycha w jego ręce ponownie Europę Środkowo-Wschodnią. Zaniedbując inicjatywę Trójmorza, zaprzepaszcza szanse na demokratyczne zmiany w tym kraju.
Widać tutaj znów rozbieżność interesów między „górą a dołem”. Politycy oczekują intratnych synekur. My, szarzy obywatele, chcielibyśmy obcować z rosyjskim geniuszem, ale bez pośrednictwa polityków.
Autor jest założycielem i dyrektorem Instytutu Globalizacji (www.globalizacja.org)