To normalna procedura, w której państwo okazuje empatię wobec własnych obywateli i ich rodzin. W dodatku – co umyka zgorzkniałym komentatorom – w ten sposób piloci wraz z załogą wykonują de facto „ćwiczenia” na wypadek sytuacji kryzysowych. W tle od kilku dni aż gęsto od komentarzy wyśmiewających pielgrzymów, którzy rzekomo zginęli na własne życzenie, bo wierzą w „nieistniejące” objawienia w Medjugorie i, oczywiście, Boga. Pełno uszczypliwości, że „gdyby nie chodziło o pielgrzymów”, to politycy nie byliby tak skorzy do pomocy. Skoro nawet tak dramatyczne wydarzenie może podzielić politycznie, to jak posklejać ze sobą zwaśnione społeczeństwo? A może musi spaść na nas jakaś niebywała katastrofa, żebyśmy się ocknęli? Oby nie!