Ani Polska, ani inne kraje Grupy Wyszehradzkiej nie wezmą udziału w spektaklu pt. „Ratujmy Merkel”. Kto ma kierować RFN – nie jest naszą sprawą, z każdym rządem będziemy współpracowali. Chodzi jednak o dwie ważniejsze sprawy. Po pierwsze, to nie KE, coraz bardziej żarłoczna, jeśli chodzi o kompetencje, powinna organizować spotkania szefów rządów, tylko kraj, który ma prezydencję w UE lub Rada Europejska. Po drugie, rezultat tego „szczytu” jest znany – państwa, które prowadziły błędną politykę imigracyjną, chcą się podzielić jej skutkami z państwami, które – tak jak Polska – tych błędów nie popełniły. Nie licz więc na nas, Komisjo!
Imigracyjna ustawka
Porozumienie sprzed dwóch lat między UE a Turcją (Ankara w zamian za 6 mld euro nie wpuszcza do Europy uchodźców z Syrii i Iraku koczujących w Turcji) zostało zawarte w pośpiechu, byleby tylko zdążyć przed wyborami w trzech niemieckich landach, byleby pomóc wygrać tam CDU Angeli Merkel. Teraz mamy identyczną sytuację: Komisja Europejska zwołuje szczyt dotyczący imigracji po to, by rzucić koło ratunkowe pani kanclerz, z jednej strony podgryzanej przez rywali we własnej partii, z drugiej przez koalicyjną CSU, wreszcie obśmiewanej przez prezydenta USA.