Było to krótko po inwazji rosyjskiej na Gruzję i zajęciu ich przez rosyjskie wojska (parę lat później Wenezuela uznała, zresztą skwapliwie, Krym za terytorium Rosji). Dziś Gruzja odpłaca się uznaniem Nicolasa Maduro, następcy i wieloletniego współpracownika Chaveza, za uzurpatora. To również sygnał, że oskarżane o uległą postawę wobec Rosji obecne władze Gruzji nie zamierzają odpuszczać spraw dla kraju najważniejszych, a takimi są niepodległość i integralność terytorialna. Swoją drogą, ciekawe, czy jeśli władzę w Wenezueli przejmie na dobre nowy prozachodni rząd, to czy uda mu się rzeczywiście zerwać wszystkie nici łączące ten kraj z Rosją. I nie chodzi tylko o zmianę stanowiska w sprawie Krymu i Gruzji.
Gruzja odpłaca pięknym za nadobne
Gruzja to w zasadzie pierwszy europejski kraj, który podobnie jak USA jednoznacznie zadeklarował, że uznaje przewodniczącego parlamentu Wenezueli Juana Guaidó za tymczasowego prezydenta tego kraju. Skrajnie lewicowe i prorosyjskie władze Wenezueli, jeszcze za życia Hugona Chaveza, pośpiesznie uznały „niepodległość” regionów Gruzji Abchazji i Osetii.