Koszulka NIEMIECKO - RUSKA SZAJKA TUSKA Zamów już TERAZ!

Gdzie jest reżyser? O symbolach i postawach na ciężkie czasy

Gdy w połowie grudnia ub. roku w sali obrad Sejmu usłyszeliśmy exposé nowego szefa rządu i miała rozpocząć się debata nad nim, wyżej, na galerii można było zobaczyć dość nieoczekiwaną scenę. Przy balustradzie rozparty Lech Wałęsa, w obcisłym podkoszulku, rozpromieniony, otoczony osobistościami, wśród których wyróżniał się Jerzy Buzek. A z tyłu – górujące nad tym towarzystwem postacie prawosławnego duchownego i protestanckiego pastora. Obie stojące niewzruszenie, niczym kolumny podpierające kapitel, z twarzami pozbawionymi emocji.

Robiło to wrażenie starannie zaaranżowanej inscenizacji. Co symbolizować miał ten zestaw gości zaproszonych przez Lecha Wałęsę, otaczających go na kształt dworu? Dlaczego były prezydent – niegdyś, u początku swej kariery, chodzący ze znaczkiem Matki Boskiej Częstochowskiej w klapie marynarki – włączył w tym szczególnym dniu do swojego orszaku te dwie osoby jako swoistych patronów, a zapomniał o księdzu katolickim? Może chodziło o zapowiedź, że oto przyszedł wreszcie czas postępu, ciemnota ucieleśniana przez obecność katolickiego kleru w życiu publicznym cofa się, zmuszona do odwrotu przez zwycięskie oświecenie (nowoczesność, ekumenizm, liberalizm)? 

Społeczeństwo sekciarskie 

Niegdyś głoszono nam w PRL wielką radość z tego, że skończył się „czas sojuszu tronu i ołtarza”, a dziś mamy kolejny etap: skompromitowany Kościół rzekomo sam wycofuje się w niebyt.

Warto przypomnieć, że wbrew dzisiejszym entuzjastycznym opiniom dotyczącym sukcesów ekumenizmu, między protestantyzmem a wiarą katolicką istnieje przepaść. Nie jest ona do zaklajstrowania przez wspólne mityngi, spotkania modlitewne, konferencje etc., bowiem protestantyzm wyrósł na przekonaniu Marcina Lutra, że jedynie prawo może decydować o tym, co dobre, co złe. Luter, wprowadzając zasadę wolnej interpretacji w kwestiach dotyczących wiary, całkowicie zerwał z uznaniem autorytetu Kościoła w sprawie prawdy, a tym samym wszelkiego autorytetu. Zaoferował swoim wyznawcom nieograniczoną władzę decydowania o tym, co dobre, co złe. Tylko prawo, w jego koncepcji, może uczynić człowieka „dobrym”. Protestantyzm nigdy nie uczył zasad etycznego postępowania. Skoncentrowany był – i jest – jedynie na tym, jak „uspokoić” sumienie człowieka. Nie ma tu mowy o tym, by człowiek uczył się panować nad swoimi złymi instynktami czy skłonnościami. Przeciwnie, zasadniczym hasłem Lutra było: „Grzesz silnie, lecz wierz jeszcze silniej!”.

„A odrzucając wszelki autorytet, wyższy niż autorytet jednostki, protestantyzm czyni w istocie każdego człowieka jednoosobową sektą” – przypomina Yves Le Roux, francuski teolog i filozof. Odrzucając doktrynę Kościoła, która jest fundamentem zasad moralnych, Luter przekształcił moralność w moralizm – najskuteczniejszy środek, jak przypomina ten sam autor, do zniszczenia prawdziwej moralności. Różnica jest zasadnicza: „moralność nie jest w stanie sama uzasadnić swych zasad – moralizm jednak usiłuje to uczynić”. Widać to jak na dłoni dziś w Polsce. Jak grzyby po deszczu wyrośli na stanowiskach rządowych ludzie, którzy uważają, że jak tupną nogą i powiedzą, że coś jest prawem – a więc normą – to nim jest, bo oni tak decydują. Jest to postawa, którą można by uznać za czyste błazeństwo, gdyby nie miała tak groźnych następstw dla życia społecznego, dla bytu państwa. Dla zwykłego człowieka, zwłaszcza zaś dla wierzącego katolika, który zdaje sobie sprawę, skąd pochodzą zasady moralne, jakie jest źródło prawa, jest to postawa szokująca. Zachcianka, koncept jakiegoś urzędnika, że to, co pomyśli, ma stać się prawem, jest de facto zerwaniem z całą naszą cywilizacją. Kuriozalności tej sytuacji wydają się nie dostrzegać ludzie nowej władzy. A może raczej zdają sobie z tego sprawę, a jednak brną w to jak dzieci, którym dano łopatki w piaskownicy i rozwalają z radością wszystko, co zrobili ich koledzy z innego podwórka. Ale to właśnie z tego powodu, że moralizm sam uzurpuje sobie prawo do uzasadniania swoich zasad, jest on czymś całkowicie nie do przyjęcia w naszej kulturze. 

Nazwać po imieniu

Moralizm nigdy nie pozostaje bez wpływu na umysł człowieka, który się nim posługuje. Jego skutkiem jest obumarcie intelektu. Wypaczenie naturalnego porządku ma zawsze destrukcyjny wpływ na człowieka. Odwrócenie tego porządku na płaszczyźnie intelektualnej wprowadza „zinstytucjonalizowany nieporządek”. Wszystko kręci się wokół pojęcia „prawa”, sztucznego i arbitralnie wprowadzonego. Jednak skutki takiego działania są tragiczne. Człowiek, który temu ulega, przestaje dostrzegać rzeczywistość. Staje się maszyną, jego rozum jest zablokowany. Na tym polega także protestantyzm. Całkowite przeciwieństwo religii objawionej przez Boga, który umysł człowieka uczynił wolnym, a wszystkie pytania wolnego – ale używającego rozumu – człowieka o źródło prawa, tak jak i o sens, o cel ostateczny życia człowieka, o prawdę, prowadzą do Niego. Protestant zna tylko jedną odpowiedź na pytanie „dlaczego?”: „Bo takie jest prawo”. Jego umysł ulega trwałej destrukcji.

Trudno się dziwić, że gdy w Polsce uruchomiony został, przez decyzję wyboru takiego, a nie innego rządu przez większość parlamentarną, proces niszczenia prawa, które w naszej cywilizacji wypływa z prawa naturalnego, prawie wszystkie decyzje czy zapowiedzi urzędników państwowych są opieczętowane odwróconym znakiem. Czarne oznacza białe, zło dobro, zagrożenie bezpieczeństwo, zniewolenie wolność, kłamstwo – prawdę. Znaleźliśmy się w świecie odwróconych znaczeń.

Gdy człowiek uważa się za boga 

Protestantyzm oznacza zawsze rewolucję. Ta rewolucja – ukryta i permanentna – przywdziewa w nim maskę religii. A jej istotą, ukrytą za terrorem i przelewem krwi, jest niezmiennie „nienawiść do wszelkiego porządku, który nie zostałby ustanowiony przez samego człowieka i w którym nie byłby on królem i bogiem równocześnie” (Jean-Joseph Gaume, francuski teolog i pisarz). Stąd nieopisany chaos, gwałt, zamęt i anarchia we wszystkich krajach dotkniętych przez rewolucję. Joseph de Maistre tak pisał o wpływie katolicyzmu na życie państw: „Chrześcijaństwo, które działało w sposób boski, działało z tej samej racji powoli, gdyż wszelkie dzieła prawowite dokonują się zawsze w sposób niedostrzegalny. Wszędzie, gdzie napotkacie hałas, wrzawę, gwałtowność, zniszczenia etc., możecie być pewni, że to działa zbrodnia, szaleństwo: Non in commotione Dominus”. De Maistre przypomina też, że dzięki Kościołowi monarchowie europejscy odstąpili od wymierzania sprawiedliwości, przyjęli za zasadę oddawanie winnych w ręce sędziów, „by ci ukarali ich wedle praw i reguł sprawiedliwości”. „Królowie rezygnują ze swej władzy sądzenia, a ludy w zamian uznają ich za nieomylnych i nietykalnych” – twierdził. Taka była kiedyś Europa – przed rewolucją. 

Władza nie może kalać sobie rąk odwetem, nawet gdy ma miejsce obraza jej majestatu, uraza osobista, jak dzieje się to w krajach pogańskich. Dziś widzimy w Polsce, jak za rzekomym „prawem” kryje się zwykła potrzeba osobistej zemsty. Niespotykany regres cywilizacyjny.

Źródło prawa, źródło wolności

Być może dlatego protestancki pastor, stojący wraz z prawosławnym popem w pozycji nieco nienaturalnie wyprostowanej, ponad całym zgromadzeniem parlamentarnym owego dnia, był potrzebny Lechowi Wałęsie czy też jego anonimowemu reżyserowi, by w taki spektakularny sposób zaakcentować nową erę w naszym kraju, erę zerwania z wolnością. Historia bowiem, prawdziwa historia Polski i Europy chrześcijańskiej – wraz z nią także historia reformacji zapoczątkowanej przez Lutra – „dowodzi w sposób oczywisty, że rodzaj ludzki, ogólnie biorąc, zdolny jest do korzystania z wolności społecznej tylko w takim stopniu, w jakim przenika go i kieruje nim chrześcijaństwo. Wszędzie, gdzie panuje inna religia, niewolnictwo jest prawem, i wszędzie, gdzie chrześcijaństwo ulega osłabieniu, w takim samym stopniu zmniejsza się zdolność narodu do korzystania z wolności powszechnej” (J. de Maistre).

Podobnie jest z człowiekiem. Człowiek, dający upust wszystkim swoim instynktom, szybko staje się potworem. Jego wola doznaje paraliżu, co czyni go niewolnikiem pierwotnych instynktów. „Wszystko, co ogranicza człowieka, wzmacnia go”, podkreśla de Maistre. „Nie ma posłuszeństwa bez doskonalenia się, a człowiek przez to, że się przezwycięża, staje się lepszy. Taki potrafi pokonać najgwałtowniejszą namiętność w trzydziestym roku życia, bo w piątym czy szóstym nauczono go pozbywać się dobrowolnie zabawki czy łakoci”.

Warto pamiętać o tych zależnościach, gdy chce się zrozumieć, co właściwie dzieje się dziś w Polsce. Jak głosi stara zasada: na dnie każdej idei politycznej kryje się idea religijna.

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Chcesz skomentować tekst? Udostępnij treść i skomentuj w mediach społecznościowych.
Ewa Polak-Pałkiewicz
Wczytuję ocenę...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo