W Gdańsku wystawa „Nasi chłopcy” ma pokazać Polaków jako żołnierzy III Rzeszy, zaś we Wrocławiu tamtejszy uniwersytet zdobi swoją reprezentacyjną salę portretem Fryderyka II, pruskiego króla, który doprowadził do rozbiorów Polski. W czasach PiS skomentowano by to na poziomie przynajmniej ministra edukacji i nauki, a zapewne i samego premiera, a w mediach państwowych przetoczyłaby się taka dyskusja, która pokazałaby autorów tych niecodziennych pomysłów. Teraz mainstreamowe media mogą bezkarnie piać o rzetelności wystawy, w której Polaków przedstawia się jako współsprawców niemieckich zbrodni II wojny światowej, a hołd dla Polakożercy nazywać wiernością prawdzie historycznej. Wszystko to dzieje się z inspiracji instytucji finansowanych przez państwo – Uniwersytetu Wrocławskiego z jednej strony i Muzeum II Wojny Światowej z drugiej. Polski podatnik płaci za promowanie najgorszych praktyk niemieckich, polski wyborca na to głosuje, a w podziękowaniu ma przyjmować imigrantów z Niemiec. Paranoja.
Gdańsk i Wrocław w awangardzie
Za rządów Zjednoczonej Prawicy samorządy były jednak ostrożniejsze ze swoimi proniemieckimi postawami. Teraz zaś jednocześnie w dwóch miastach wojewódzkich dochodzi do przeorientowania tożsamości narodowej.