Masowo zostaliśmy zbieraczami, a worki z pustymi plastikowymi butelkami i puszkami piętrzą się w garażach, na balkonach i podwórkach. By odzyskać część pieniędzy, pędzimy z worami do sklepów, gdzie stoją tzw. butelkomaty. A to wcale nie takie proste odnaleźć sklep z taką maszyną, bo część z nich dopiero je wprowadzi. Gdy już nam się to uda, zaczyna się cała zabawa. Za głęboko włożona ręka, zbyt mocno pognieciona butelka, niewłaściwy typ opakowania, złe naliczenie kaucji. W efekcie wielu z nas w ogóle przestaje zbierać butelki, ale to z kolei sprawia, że przy każdych zakupach płacimy o kilka złotych więcej, właśnie za kaucję. Czy „narodowe zbieractwo” przyczyniło się do pozytywnych zmian dla klimatu? Wątpliwe, bowiem nadal po ulicach i lasach walają się opakowania po piwie i małolitrażowym alkoholu. Tych drugich automaty nie przyjmują. I tak oto w praktyce wygląda rzekoma ekologia i walka o środowisko. Pytanie, czy to naprawdę tylko o to chodziło.
Frustracje nad butelkami
Wbrew pozorom tytuł nie odnosi się do topienia smutków w alkoholu, lecz do systemu kaucyjnego. Jak pokazują najnowsze sondaże, po kilku miesiącach większość Polaków ma go już serdecznie dosyć.