Bajdurzył, niczym na zamówienie, o rzekomym polexicie – równie dobrze mógłby przestrzegać przed pojawieniem się yeti w Brukseli czy potwora z Loch Ness w Strasburgu. To kolejna ingerencja przedstawiciela UE w wewnętrzne sprawy państwa członkowskiego. Ten sam Timmermans nie jest jednak konsekwentny, bo pytany o sytuację we Francji, nabiera wody w usta, a o gwałtowny spór hiszpańsko-kataloński – głośno, można by powiedzieć, milczy. Ta eskapada towarzysza Fransa nad Wisłę jest kolejnym argumentem, żeby pójść na wybory europejskie i zagłosować na tych, którzy będą takim ingerencjom w wewnętrzne sprawy Polski się sprzeciwiać, a nie im przyklaskiwać.