Czy mimo to rozumiemy tę decyzję? Jeśli rozumiemy politykę, to tak. Dla każdego przywódcy najważniejsza jest polityka wewnętrzna i praktyczny jej prymat nad polityką międzynarodową jest oczywisty. Floryda jest jednym ze „swing states”, stanów, w których głosuje się raz na demokratów, raz na republikanów. Obecność tam prezydenta w związku z huraganem ma – nie ma co ukrywać – wyborczy kontekst. W polskim interesie – głoszę to od 2015 r. – jest to, aby Donald Trump i republikanie wygrali wybory.
To gwarantuje kontynuację polityki nieingerowania w polskie sprawy z jednoczesnym geopolitycznym wsparciem dla Rzeczypospolitej. A radość opozycji, że nie przyjedzie do nas głowa mocarstwa numer 1 na świecie, świadczy o tym, że pojęcie „polska racja stanu” jest dla niej określeniem ze „Słownika wyrazów obcych”.