Dowody na inwigilację dziennikarzy wciąż znajdują się w tajnych kancelariach Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Służby Kontrwywiadu Wojskowego i różnych jednostek policji. Ich funkcjonariusze przekonują, że ujawnienie tych materiałów uderzyłoby w bezpieczeństwo RP. No tak, wykorzystywano wtedy niemal wszystkie możliwe aktywa (pracowników na niejawnych etatach, współpracowników, mieszkania operacyjne itd.). Jednak pod płaszczykiem bezpieczeństwa nie można ukrywać łamania prawa.
Dowody w tajnych kancelariach
Powinna powstać sejmowa komisja śledcza ds. afery taśmowej, która jako jeden z wątków zbadałaby nielegalną inwigilację dziennikarzy po wybuchu skandalu. Śledztwa prokuratury opatrzone klauzulą „ściśle tajne” to za mało. Służby nie chcą przekazywać śledczym istotnych materiałów na ten temat, a bez tego wyjaśnienie ich bezprawnych działań jest niemożliwe.