Gdy w 1914 r. I Kompania Kadrowa wyruszała z Oleandrów, każdy młody chłopak chciał być Skrzetuskim, Wołodyjowskim, a taki, co dużo narozrabiał, Kmicicem. Oni chcą teraz, by nie było już nigdy żadnego wymarszu z Oleandrów, by Putin wszedł tu jak w masło, nie mówiąc o gospodarczych podbojach Scholza. Co do mnie, to wraz z rodziną jesteśmy już uzbrojeni na czas okupacji szkoły przez wroga Polski. Na Allegro nabyliśmy dzieła wybrane Henryka Sienkiewicza. Za 100 zł aż 12 tomów, nieważne, że wydanych za komuny. W tym te sześć najważniejszych, czyli „Trylogię”: 2 tomy „Ogniem i mieczem”, 3 tomy „Potopu” i 1 tom „Pana Wołodyjowskiego”. Z 10-letnim synem Władkiem zaczęliśmy właśnie czytać „Ogniem i mieczem”, a ja tłumaczę mu wszystkie niezrozumiałe słowa kozackie i staropolskie. Róbcie to samo, musimy zbroić się na czas zarazy. Wasze dziecko, jeśli pozna „Trylogię”, będzie bezpieczne, nic już w nim zabije polskości.
Czytajmy „Potop”!
Tak się złożyło, że ledwo Donald Tusk wyrzucił z listy lektur „Potop”, jego rząd musi mierzyć się z potopem w naturze. Wyrzucenie „Potopu” z listy lektur jest najgorszym złem, jakie wyrządza Polakom ten rząd. Chcą zrobić z naszych dzieci jakieś mutanty zamiast Polaków.