Prezydent Macron przebywał w Pekinie z trzydniową wizytą. Spotykając się z prezydentem Xi Jinpingiem, starał się, jak oficjalnie deklarował, wzmocnić stosunki z Chinami i Unią Europejską. Do Pekinu przybył w momencie, kiedy narasta napięcie na linii Waszyngton−Pekin wokół Tajwanu. Zapowiadał, że chce wykorzystać rozmowy z Xi, aby prosić Chiny o pomoc w zakończeniu wojny na Ukrainie. Jednakże, wydaje się, najbardziej oburzył amerykańskich polityków zajmujących się sprawami zagranicznymi stwierdzeniem w wywiadzie dla „Politico”, w którym oznajmił, że Europa nie powinna stać się „wasalem” USA.
− Paradoks polega na tym, że ogarnięci paniką wierzymy, iż jesteśmy wyłącznie zapatrzeni w Amerykę – powiedział Macron. – Europejczycy muszą sobie odpowiedzieć na następujące pytanie: czy w naszym interesie jest przyspieszenie kryzysu wokół Tajwanu? Nie. Najgorsze jest myślenie, że my, Europejczycy, musimy stać się w tym temacie wyłącznie naśladowcami i że musimy brać przykład ze Stanów Zjednoczonych − dodał.
„Czuje urazę” do USA
Mike Pompeo, były sekretarz stanu i potencjalny kandydat Partii Republikańskiej na urząd prezydenta USA, zdecydowanie skrytykował wizytę Macrona w Chinach i próbę dystansowania się od Stanów Zjednoczonych. Pompeo oświadczył, że Macron „czuje urazę” do USA oraz że ma skłonność do „przytulania się” do krajów rywalizujących z Ameryką, np. takich jak Iran.
− Nie wiem, czy to jest duży problem, ale Macron zawsze był kimś, kto nie cierpiał Stanów Zjednoczonych – powiedział Pompeo telewizji FOX News. – Dostrzegaliśmy to, kiedy negocjowaliśmy z Iranem. On zawsze przymilał się do ajatollaha i stwarzał nam problemy. Nie myślę też, żeby on reprezentował całą Europę – dodał. I wymienił państwa Europy Wschodniej, takie jak choćby Polska czy Estonia, które – jego zdaniem – nie zgadzają się ze sceptycyzmem Macrona wobec USA. − To, co zrobił Macron, jest absolutnie nieprzyzwoite – odrzucił wszystko, co zrobiliśmy dla Francji i Europy w ciągu ostatnich 60, 70 lat – dodał.
Pompeo uznał, że wypowiedzi prezydenta Francji były na rękę Chinom. − Oświadczenia Macrona były w rzeczywistości propagandowym zwycięstwem Xi Jinpinga. A to jest złe dla Amerykanów. Prezydent Biden powinien natychmiast wyjść i wyjaśnić, że to nie my jesteśmy problemem – dodał Pompeo. – Macron w pewien sposób zasugerował, że to nasze działania doprowadziły do gróźb wobec Tajwanu. Zdecydowanie tak nie jest.
Pożar śmietnika
Warto przytoczyć uwagi kongresmena Mike’a Gallaghera, republikanina z Wisconsin, który przewodniczy specjalnej komisji ds. Komunistycznej Partii Chin. Wypowiedział je w Fox News Radio: „Myślę, że istnieje takie techniczne, dyplomatyczne określenie na podróż Macrona i jest to pożar śmietnika. To śmietnikowy pożar pomysłów na zintegrowane odstraszanie, które administracja Bidena stara się przeprowadzić. To pożar śmietnika w imię pokoju na świecie. I naprawdę, i przede wszystkim, jest to katastrofa Tajwanu i wszystkich wolnych krajów Azji, szukających u sojuszników w NATO inspiracji, jak przeciwstawić się totalitarnej agresji”.
Kongresmen dodał: „Administracja Bidena może mówić o pogłębianiu jedności z Europą w kwestii Ukrainy, ale jeśli chodzi o Chiny, to istnieją poważne podziały między naszym spojrzeniem na świat, rosnącym konsensusem w Ameryce w sprawie Chin a zachodnimi Europejczykami, wśród nich są głównie Francuzi i Niemcy. Musimy znaleźć sposób na uzdrowienie tego podziału, w przeciwnym razie nie będziemy mieli spójnej strategii na przyszłość”.
Może trzeba będzie kilka rzeczy zmienić
Krytykując wypowiedzi prezydenta Macrona, szczególnie te o dystansowaniu się Europy od USA, senator Marco Rubio, republikanin z Florydy, wezwał do wyjaśnienia, czy inne państwa europejskie popierają stanowisko Francji. W opublikowanym w internecie dwuminutowym klipie Rubio zaczął od przytoczenia stanowiska Macrona, które prezydent Francji przedstawił dziennikarzom po wizycie w Chinach, że Europa powinna „odciąć się” od USA i „nie polegać na dolarze” oraz że istnieje potrzeba unikania konfliktów, „które nie należą do nas”, jak na przykład ten wokół Tajwanu.
Rubio jest wiceprzewodniczącym Komisji Specjalnej ds. Wywiadu oraz członkiem Komisji Spraw Zagranicznych. I z tej pozycji uznał, że nadszedł „dobry moment, aby zapytać Europę, czy Macron przemawia w imieniu całej Europy”, choć osobiście nie uważa, że francuski prezydent jest teraz „głową Europy” i „najpotężniejszym przywódcą w Europie”. „A jeśli tak – powiedział senator – to kilka rzeczy będziemy musieli zmienić”. Zauważył, że Europa, a „zwłaszcza Francja, przez 70 lat w dużym stopniu musiała opierać swoje bezpieczeństwo na Stanach Zjednoczonych”.
− W rzeczywistości – mówił Rubio – kiedy Macron próbował grać jako globalne supermocarstwo i wysyłał wojska do Afryki Północnej, by walczyły z terrorystami, to nie był w stanie nawet tych swoich żołnierzy tam przetransportować. Musieliśmy ich tam zawieźć i przywieźć z powrotem, nie mógł nawet zabezpieczyć transportu dla swoich żołnierzy. Więc jeśli inni zechcą działać na własną rękę i pójdą w ślady Macrona, to zaoszczędzimy na tym dużo pieniędzy.
Gdzie stoi Europa
Odnosząc się do uwag prezydenta Francji na temat zaangażowania Europy w „konflikty, które nie są nasze”, senator wyraził potrzebę „zapytania Europy, czy on przemawia w jej imieniu”. Dodał: „Jesteśmy teraz dość mocno zaangażowani na Ukrainie i wydajemy dużo pieniędzy naszych podatników na wojnę europejską, i poparłem to, ponieważ uważam, że w interesie narodowym Stanów Zjednoczonych leży bycie sojusznikami naszych sojuszników”.
Senator z Florydy nie krył swego radykalnego stanowiska. Jeśli rzeczywiście Macron przemawia w imieniu całej Europy i jeśli stanowisko jest takie, że nie będą wybierać między USA a Chinami w sprawie Tajwanu, to może i Ameryka nie powinna przyjmować jednoznacznego stanowiska w sprawach Europy. Stwierdził: „Może powinniśmy powiedzieć, że my skupimy się na Tajwanie i zagrożeniach ze strony Chin, a wy zajmiecie się Ukrainą i Europą. Musimy wiedzieć, czy Macron przemawia w imieniu Macrona, czy też Macron przemawia w imieniu Europy. Musimy szybko uzyskać odpowiedź na to pytanie, bo z tego, co powiedział, bardzo zadowolone są Chiny”.
– Musimy więc dowiedzieć się, gdzie stoi Europa – podsumował.
***
Analitycy zwracają uwagę, że wypowiedzi Macrona można postrzegać jako przykład długoletniej polityki zagranicznej Francji, która ma na celu podkreślanie niezależności. Można również wziąć pod uwagę rosnący w Europie niepokój związany z wciągnięciem kontynentu w konfrontację między Chinami i USA. Nawet jeśli tak, to Macron wybrał zły czas, akurat teraz bowiem Waszyngton łoży miliardy dolarów na europejskie bezpieczeństwo, wspierając Ukrainę. A to od amerykańskich senatorów i kongresmenów te pieniądze zależą. Na razie Biały Dom starał się złagodzić napięcie, oświadczając, że USA mają „wspaniałe stosunki dwustronne” z Francją.