Poza sugestią Bogusława Sonika, że „jest również życie poza Sejmem”, część konserwatystów bez słowa sprzeciwu zaakceptowała obietnicę swojego lidera, byle nie wylecieć z gry o miejsce wyborcze. Nawet Paweł Kowal, którego trudno posądzać o liberalne otwarcie na aborcję, poparł ultimatum Tuska. Tymczasem szef PO pozostawia bez wyjścia Lewicę, którą w ten sposób „zaprasza” na jedną listę. Wyborca z „czarnych marszy”, mając do wyboru niepewny wynik formacji Włodzimierza Czarzastego, a znacznie lepsze perspektywy z Tuskiem, wybierze tego drugiego. A że nie da się ot, tak zmienić wyroku Trybunału Konstytucyjnego i jeszcze jest prezydent Duda – mało kogo obchodzi.
Czarny marsz na listy PO
Dotychczasowy zwolennik kompromisu aborcyjnego, który przez 7 lat rządzenia krajem nic w kwestii regulacji prawnych nie zrobił, zmienił poglądy i chce zostać politycznym rzecznikiem środowisk lewicowych. Donald Tusk zagroził, że jeśli którykolwiek polityk PO nie zgadza się na aborcję bez ograniczeń do 12. tygodnia ciąży, wyleci z list wyborczych opozycyjnego bloku.