Trump zagrożeniem dla europejskiego bezpieczeństwa, dla Ukrainy, demokracji, niemieckiego przemysłu – praktycznie nie ma tygodnia, w którym nie pojawiłby się artykuł uderzający w byłego prezydenta USA i dający do zrozumienia, że trzeba zrobić wszystko, by republikanin nie wrócił po listopadowych wyborach do Białego Domu, bo to może skutkować plagami egipskimi, a być może nawet końcem świata. Tymczasem powód takiej postawy jest prosty – w Berlinie Trumpa nie uznają, bo mówi prawdę o niemieckiej polityce, podejściu do kwestii obronności czy interesach z Rosją. Co więcej, woli budować transatlantycki sojusz opierający się na dobrych relacjach z takimi krajami jak Polska. To naturalnie zagrożenie dla pozycji Niemiec w Europie, które chciałyby rządzić wszystkimi i wszystkim, narzucając swoją narrację na najbardziej strategiczne kwestie. Joe Biden Niemcom przyklaskiwał, Trump wytykał błędy. A Berlin bardzo nie lubi, gdy mu się patrzy na ręce. Stąd taka nagonka, której nie powstydziliby się najostrzejsi sztabowcy kampanii Kamali Harris.
Berlin celuje w Trumpa
Skala nienawiści Niemiec wobec Donalda Trumpa jest tak duża, że można byłoby nią obdzielić wiele osób, a i tak mówilibyśmy o wręcz obsesyjnej niechęci.