Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Tomasz P. ­Terlikowski,
16.04.2022 16:40

Autorytet Parolina

Z żalem obserwuję, jak siebie i Stolicę Apostolską kompromituje kardynał Pietro Parolin. Kolejne jego wypowiedzi są nie tylko skandaliczne z perspektywy moralnej, lecz także bełkotliwe z punktu widzenia logiki.

Tylko w minionym tygodniu kardynał oznajmił, że to „straszne”, że społeczność międzynarodowa wysyła broń na Ukrainę, bo może to doprowadzić do eskalacji. I choć jednocześnie uznał, że Ukraina ma prawo się bronić, to sformułowanie o wysyłaniu broni zabrzmiało podobnie do przekazów, jakie formułuje Rosja. Dzień później kardynał poszedł jeszcze dalej, bowiem okazało się, że nie tylko broń, lecz nawet adekwatna odpowiedź na ataki może być nieodpowiednia. Parolin w rozmowie z grupą dziennikarzy przypomniał, że Ukraina ma prawo się bronić, ale zaraz w następnym zdaniu dodał, że „odpowiedź zbrojna w stopniu proporcjonalnym do agresji, jak uczy Katechizm Kościoła katolickiego, może doprowadzić do rozszerzenia się konfliktu, który może mieć katastrofalne i śmiertelne konsekwencje”. Niestety, ksiądz kardynał nie wyjaśnił, jak w takim razie, w stopniu nieproporcjonalnym, mają bronić się Ukraińcy. Z perspektywy moralnej i intelektualnej to zdanie jest absurdalne, bowiem za eskalację konfliktu, tak jak za cały konflikt, nie odpowiada broniący się i wspierający go (bo oni działają moralnie), lecz agresor. Wielu katolików nie jest w stanie pogodzić się z tymi opiniami. I trudno się temu dziwić. Warto jednak pamiętać, że autorytet kardynała Pietro Parolina w sprawie wiary i moralności nie jest większy niż proboszcza w przysłowiowej Koziej Wólce. Parolin jest watykańskim biurokratą i dyplomatą, a jego wypowiedzi i działania podlegają takiej samej ocenie jak działania i opinie jakiegokolwiek innego dyplomaty. Za kwestie bezpieczeństwa i obrony odpowiadają politycy, a nie kardynałowie, to na świeckich ciąży odpowiedzialność i oni są powołani do podejmowania decyzji i rozeznawania. Opinię kardynała Parolina – na szczęście – można po prostu skrytykować, a potem potraktować tak, jak na to zasługuje. To znaczy: jak najszybciej o niej zapomnieć. 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE