Robert Telus zastąpił więc niemogącego ciągnąć dłużej tego wózka Henryka Kowalczyka. Czy to zasadnicza zmiana dla rolników? Nie. Im dłużej przyglądam się polityce i Ministerstwu Rolnictwa, tym większe mam wrażenie, że ośrodek władzy nad polityką rolną nie znajduje się przy ulicy Wspólnej w Warszawie. Mogłoby tak być, ale żeby tak się stało, musiałoby trafić się kierownictwo szaleńców, którzy rzuciliby trwającym od dekad układzikom twarde wyzwanie. To misja samobójcza i z pewnością nie na kampanię wyborczą. Jeśli miałbym prognozować, to Robert Telus przez najbliższe pół roku będzie rozmawiał ze środowiskami rolniczymi, którym z założenia nic nie będzie się podobać.
Będzie więc trwała irracjonalna gonitwa za ministrem, która skończy się z pewnością jak w przypadku czterech poprzednich. Jedno bowiem w tych zmianach jest już samo w sobie wartością. Daje tym wszystkim Kołodziejczakom okazję do ogłoszenia swojego moralnego zwycięstwa. Oto ci, którzy są tak potężni, że doprowadzili do realnych politycznych zmian. A że to złudne – to już inna dyskusja. Życzę więc ministrowi wytrwałości i cierpliwości. Na tyle grubej skóry, aby wytrzymać razy batem. Gonitwa za nim już trwa. Krytyka środowisk rolniczych zaczęła się jeszcze przed powołaniem.