Społeczeństwo na Białorusi jest zastraszone do tego stopnia, że może być o to względnie spokojny. Masowe represje, aresztowania, zatrzymania, rewizje i kontrole – to codzienność w kraju, w którym do więzienia można trafić nawet za polubienie wpisu w internecie. A jednak Łukaszenka się boi, ponieważ rozkazał swoim służbom przeprowadzenie ćwiczeń z rozpędzania i pałowania tłumu. Białoruskie MSW określiło ćwiczenia mianem „treningu tłumienia grupowego naruszenia porządku”. Do tego celu użyto nawet jednego z centrów handlowych. Potwierdza to, że satrapa z Mińska nie jest do końca pewny, co się wydarzy na białoruskich ulicach 26 stycznia. Bo o to, co w lokalach wyborczych, nie musi się martwić. Ustawi sobie słupki poparcia na poziomie 80–90 proc. A jaka jest prawda, każdy wie.
A jednak się boi
Kilka dni temu na łamach „Codziennej” pisałem, że białoruski dyktator Alaksandr Łukaszenka chce przeprowadzić w styczniu bezboleśnie dla swojego reżimu tzw. wybory prezydenckie, w których wiadomo, że sam wybierze siebie na kolejną kadencję.