Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Krzysztof Wołodźko,
05.02.2017 08:38

Wielki mały człowiek?

Lech Wałęsa Opowieść, która wciąż czeka na dobrą ekranizację Wielki mały człowiek?

Lech Wałęsa Opowieść, która wciąż czeka na dobrą ekranizację
Wielki mały człowiek?
Dobrze widzianą przez elity III Rzeczypospolitej praktyką było perfumowanie trupów schowanych w szafie. Im bardziej trąciło truchłem – tym więcej polewano perfumami. Dlatego także historia Lecha Wałęsy boli i gniewa. Nie tylko ze względu na osobę jednego człowieka o dramatycznie splątanym życiorysie. Sprawa Wałęsy – choć brzmi to górnolotnie – jest polską sprawą na wiele sposobów. 

Zimą 2012 r. przeprowadziłem dla „Nowego Obywatela” wywiad z członkiem rady honorowej tego pisma Krzysztofem Wyszkowskim. Obszerna rozmowa nosi wymowny tytuł: „Wałęsa – człowiek na smyczy”. Pamiętam, że długo myślałem nad zdaniami, które tam się znalazły: „Wałęsa to człowiek wywindowany z ogromnej nędzy, z biednego domu w Popowie, z biednego osiedla na Stogach, prosto w »przepastne wyżyny«. To jest ogromne, nieludzkie przyspieszenie, odbierające rozum i tłamszące duszę. Może większe niż to, które wynosi kosmonautów w przestrzeń okołoziemską. Oni tracą wtedy na jakiś czas przytomność. I myślę, że w wypadku Wałęsy mamy do czynienia właśnie z taką utratą przytomności: zbyt wielu ludzi mu kadziło, całowało po rękach, Michnik ze łzami w oczach klęczał przed nim, wychwalając jego geniusz. Może to takie właśnie doznania spowodowały, że stracił samokontrolę i np. Nobla dla »Solidarności« uznał za nagrodę wyłącznie dla siebie”.

Warto dodać, że był to czas, gdy Wałęsa – poprzez wyroki sądowe – próbował doprowadzić do finansowego bankructwa Krzysztofa Wyszkowskiego. Przypomnę tę kuriozalną sytuację: 19 listopada 2012 r. po „Faktach” TVN zamieszczono komunikat, w którym Lech Wałęsa przeprosił sam siebie – ale rzekomo w imieniu Wyszkowskiego – za to, że ten nazwał go dawnym tajnym współpracownikiem o pseudonimie „Bolek”. Emisja przeprosin kosztowała 27 tys. zł. Wyszkowski nie ugiął się i nie zapłacił za to groteskowe przedsięwzięcie. 

Od pucybuta do milionera. Polska wersja

Wróćmy do powyższego cytatu, który genialnie pokazuje fenomen jednej z najwspanialszych karier czasów Polski Ludowej i III Rzeczypospolitej. Zapewne za kilka dekad powstanie kolejny film o Wałęsie – zupełnie inny od panegiryku Andrzeja Wajdy. Będzie to jedna z najbardziej przejmujących i niesamowitych opowieści o naszych czasach: olśniewająca gamą barw rodzima wersja kariery od pucybuta do milionera. I ci, którzy przyjdą po nas, zobaczą obecne czasy z bezpiecznego dystansu, bez dzisiejszych uwikłań. A wtedy w pełni wybrzmi opowieść o Wałęsie – chłopaku ze wsi, który trafił do miasta, wielkoprzemysłowym robotniku, mężu i ojcu wielodzietnej rodziny, tajnym współpracowniku służb w czasach PRL-u, szeregowym działaczu opozycji, a później liderze Solidarności i sprytnym graczu politycznym, prezydencie III Rzeczypospolitej (którego cieniem stał się Mieczysław Wachowski), bogatym, starszym sfrustrowanym mężczyźnie cieszącym się wielką sławą i estymą na świecie. 

Historia oszałamiającej kariery Wałęsy jest interesująca także jako niezwykły kontrapunkt w dziejach naszej transformacji. Gdy jemu wiodło się znakomicie – upadał nasz przemysł stoczniowy; gdy on spędzał dnie i noce w najbardziej luksusowych hotelach świata – jego dawni koledzy stoczniowcy masowo tracili pracę albo ze smutkiem patrzyli na paski rent i emerytur; gdy on opowiadał w wywiadach o swojej fascynacji nowinkami technologicznymi – klasa robotnicza w Polsce właściwie przechodziła do historii. A Solidarność z wielkiego mitu zamieniła się w jeszcze jeden związek zawodowy, uwikłany w politykę i nie zawsze dobrze radzący sobie w nowych realiach z czekającymi ją wyzwaniami. Można powiedzieć nieco sarkastycznie: w III RP ustami Wałęsy klasa robotnicza wypiła morze szampana. I to ona zapłaciła transformacyjnym kacem za terapię szokową. 

Człowiek bez korzeni?

Od lat, jako osoba blisko współpracująca najpierw z „Obywatelem”, a później „Nowym Obywatelem”, jestem związany z tzw. młodym gwiazdozbiorem, czyli środowiskiem Joanny i Andrzeja Gwiazdów. To oni, razem z Anną Walentynowicz czy Jadwigą Chmielowską i wieloma innymi postaciami, są dla mnie najważniejsi jako bohaterki i bohaterowie pierwszej Solidarności”. Ale nie czuję wobec Wałęsy nienawiści czy pogardy. Myślę o nim z gorzkim zdumieniem, w znacznej mierze jako o człowieku, który w III RP zapomniał o swoich robotniczych korzeniach, o tym, że pochodzi z nizin społecznych. Nie ma w tym żadnego wstydu – jesteśmy postchłopskim społeczeństwem, awans pokoleniowy z rodzin rolniczych, chłoporobotniczych, z rodzin fizycznych pracowników najemnych do świata inteligencji pracującej, nauki, kultury, polityki, biznesu itp. jest w tej sytuacji czymś naturalnym. 

Gdy spojrzeć na Wałęsę z nieco większego dystansu, poza bieżącymi sprawami, to sprawia on wrażenie człowieka bez korzeni. I to podwójnie. Po pierwsze, co jest dość typowe dla naszej kultury, to człowiek, który kompletnie wyparł to, że pochodzi ze wsi. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek ujął się choćby za ofiarami transformacji z popegeerowskich regionów. Miał wielki autorytet jeszcze w latach 90. XX w. – mógł być rzecznikiem tych, którym gorzej się wiodło w czasach najbrutalniejszej terapii szokowej. Nie chciał albo nie umiał – zawsze skupiony na pokazywaniu Polakom własnego sukcesu. Dość wymowne jest przecież jego słynne wspólne zdjęcie z Wachowskim, zrobione dla zagranicznej prasy – zrelaksowani, pewni siebie, dobrze ubrani ludzie sukcesu. Świetnie – wygrali. A równocześnie, co dziś znakomicie widać, pokazali całą swoją nowobogacką naturę. 

Zakładnik systemu?

I jeszcze jedna kwestia: Wałęsa wykorzenił się także ze swojej dawnej robotniczej i solidarnościowej wspólnoty. Czy przez tych kilka dekad III RP był człowiekiem, który upominał się o swoje koleżanki i kolegów? Zostawmy na boku kwestię tego, co mógł zrobić w sprawie przemysłu stoczniowego w Polsce, czy lobbował na jego korzyść na świecie. Ale czy on, były związkowiec, w III RP interesował się prawami pracowniczymi? Czy walczył o nie? Czy upominał się o tych ludzi dawnej Solidarności, którym się w III RP nie udało, którzy patrzyli, jak upadają ich zakłady pracy, i na własnej skórze doświadczali skutków tego, że ich rodzinne strony zamieniają się w rejony strukturalnego bezrobocia? Czy pamiętał, że pierwsza Solidarność to jednak był w znacznej mierze ruch ludzi reprezentujących świat pracy najemnej, a nie tylko wysoko postawione, skłócone ze sobą inteligenckie koterie? Nie, wiele wskazuje na to, że nie pamiętał. Zresztą, bądźmy szczerzy, nie on jeden o tym wszystkim zapomniał w świecie realnego liberalizmu.

I jeszcze jeden cytat z Krzysztofa Wyszkowskiego: „Myślę, że Wałęsa to człowiek bardzo nieszczęśliwy i głęboko samotny. W jakiejś mierze go rozumiem: on jest współtwórcą, ale i zakładnikiem tego systemu, służy jako parawan różnym ludziom, chroni ich przed odpowiedzialnością za ich zdradę, za ich zbrodnie, za kolaborację z sowietyzmem. Owszem, szkodził Polsce, być może powinien stanąć przed Trybunałem Stanu. Ale w polskim życiu publicznym nadal działają gorsi od niego. Oni w pełni znają jego przeszłość i trzymają go na smyczy. A to, że część mediów udaje, iż go szanuje, cytuje jego opinie, nawet te wulgarne, agresywne i podłe, to tylko gra interesów. Układ posługuje się nim jak pałką, a on musi godzić się na to w strachu przed strąceniem z piedestału i upadkiem w nicość”. 

Są ludzie – nie mówię o tych, którzy z premedytacją grali Wałęsą dla własnych celów – dla których pozostanie on na zawsze dobrym mitem. I gdyby przestali wierzyć w ten mit, to rozpadałaby się im dekadami budowana wizja rzeczywistości. Znam takich ludzi: są wśród nich byli robotnicy i robotnice, skromnie żyjący inteligenci starej daty, dawne działaczki Solidarności, osoby duchowne, ludzie z profesorskimi tytułami. To przede wszystkim wobec nich zawinił wielki mały człowiek. I z nimi niech się rozlicza. A my dziś budujmy pamięć o pierwszej Solidarności jako wspólnym dziele mnóstwa zapomnianych kobiet i mężczyzn.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej