Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Bogdan Dobosz,
21.12.2016 19:15

„Je suis” czy „Ich bin” – gesty bez znaczenia

Berliński zamach odbił się we Francji głośnym echem. Podobieństwa wydarzeń w Berlinie i Nicei są oczywiste.

Berliński zamach odbił się we Francji głośnym echem. Podobieństwa wydarzeń w Berlinie i Nicei są oczywiste. Wyrazy współczucia przesłali politycy wszystkich partii politycznych, a premier Cazeneuve opublikował dwujęzyczny tweet o „solidarności i braterstwie”. Podjęto także dodatkowe środki bezpieczeństwa. Niestety, wiele z nich to swoista kapitulacja przed terroryzmem, jak np. propozycja zamykania tradycyjnych jarmarków świątecznych. Powiela się też niezbyt mądre zachowania z czasu po zamachu na redakcję „Charlie Hebdo”, czyli publiczne ogłaszanie: „Ich bin ein Berliner”. Takich słów użył w 1963 r. prezydent Kennedy, lecz wtedy stała za nimi wola i determinacja świata zachodniego stanięcia po stronie zachodnich berlińczyków. Współcześnie tego typu hasła mocno się zdewaluowały. Oświadczanie po każdym zamachu o zmianie tożsamości w geście solidaryzowania się z kolejnym narodem czy grupą społeczną ociera się o brak powagi w obliczu prawdziwej śmierci i cierpienia. Swoją drogą, czy np. KOD-omici noszący różne hasełka z tekstami zaczynającymi się od „je suis” rozumieją jeszcze, co piszą?

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane