Sposób na nic
Biedny Michał Kamiński! Biedny niegdysiejszy „teczkowy” Chrzanowskiego, spin doktor Kaczyńskiego, kwiatek do kożucha Tuska, pamięć podręczna Ewy Kopacz.
Pal sześć, że postępowej inicjatywie błogosławi z zaświatów Pinochet i generał Franco. Przydatność tego piątego (poselskiego) koła u wozu jest żadna, a perspektywy marne, może chyba tylko skrócić cierpienia rozsypującej się Platformy.
Co nowego, atrakcyjnego dla wyborców mogą stworzyć panowie, którzy zwiedzili już prawie całą scenę polityczną – od skrajnej prawicy po postępową lewicę? Gabinet osobliwości – po dobraniu Marcinkiewicza, Giertycha, państwa Applebaum i kilku jeszcze nieudaczników, których ze spółek skarbu państwa sczyści niebawem „Prezes-Naczelnik”? Do zestawu przydałby się jeszcze Palikot. Tylko jaką smakowitą potrawę da się z tego upichcić – kotlet mielony, a może bigos? Kamiński, człowiek zdolny (do wszystkiego), marzy więc zapewne o AWS bis.
Tyle że tamtą inicjatywę współtworzył silny związek zawodowy, wspierał ją Kościół, a większość przywódców stanowili ludzie jeszcze niezużyci. Tu w grę wchodzą celebryci drugiej świeżości i ewentualne masy członkowskie KOD, czyli „zadymiarze 50+”. Aliści podobieństwo Mateusza Kijowskiego do Mariana Krzaklewskiego kończy się na inicjałach.
Jeszcze gorzej z energią nowego bytu. Skąd ma ją czerpać? Z tęczowej flagi czy z kiesy Sorosa, kiedy obie są nad Wisłą dość słabo popularne?
„Łysek z pokładu Ewy” posiada mnóstwo zalet, z elokwencją na czele i rzadką umiejętnością przekonywania, która sprowadza się do tego, że potrafi przekonać wszystkich, łącznie z sobą, do dowolnego poglądu (np. sam uwierzył w profetyczną moc swojej książki „Koniec PiS-u”, napisanej w momencie, kiedy gołym okiem było widać, że jego była partia ma przed sobą największe sukcesy w najnowszej historii Polski). Gubi go jednak brak cierpliwości. Nie potrafi czekać, co jest podstawową umiejętnością kogoś, kto zamierza uprawiać zawód polityka. Gdyby przeczekał niełaskę Prezesa i nie zakładał PJN... Gdyby wytrwał w tym bycie chociaż jedną kadencję, zamiast chodzić po prośbie do PO... Gdyby zadowolił się dalszym miejscem w ławach Platformy, a nie rwał się do gotowania jej klęski... Gdyby nie opuszczał jej i nie atakował tak ostentacyjnie…?
Parcie na szkło jest jednak silniejsze od niego. Być może urlop na parę lat dobrze by mu zrobił. Kiedyś przecież PO zniknie, o Nowoczesnej zapomną, w PiS dojdzie do zmiany pokoleniowej i może wtedy…?
Niestety, łatwiej byłoby wielbłądowi przejść przez ucho igielne, a Niesiołowskiemu opanować się na widok dziennikarki z TVP. Toteż pozostają im jedynie role drugoplanowe w kategorii „Polityczny folklor”.