Celebryci z dziurawymi kolanami
Zbigniew Hołdys i Agata Młynarska niemal jednocześnie błysnęli i wzbudzili duże, połączone z falą krytyki emocje.
Popularny muzyk wyjawił na Facebooku, że został skrytykowany przez jednego z internautów, który jednocześnie przedstawiał się w tym serwisie jako pracownik poznańskiego salonu samochodowego Toyoty. Straszna zaiste rzecz, tym bardziej gdy się przeczyta treść mejla wysłanego do Zbigniewa Hołdysa.
„Mieszając się do polityki, przekreśla Pan swój dorobek u wielu fanów, którzy słuchali lub słuchają muzyki, a mają inne spojrzenie na rzeczywistość. Strzela Pan sobie w kolano, a nawet oba, głównie kolana finansowe” – napisał pan Mariusz, szary człowiek, który „miał czelność” napisać krytyczną uwagę do celebryty.
Mężczyzna nie posłużył się przy tym żadną obelgą, ot, wyznał, co mu w duszy gra, a treść mejla dodatkowo wskazuje, że Hołdys miał do czynienia ze swoim dawnym fanem. I co zrobił muzyk? Doniósł pracodawcy na biedaka, bowiem ten rzekomo zagroził mu „samopostrzałem w kolano”. I zainaugurował akcję bojkotu Toyoty, w którą chętnie włączyło się wielu wielbicieli celebryty. Przedstawiciele salonu samochodowego niemal natychmiast przeprosili urażoną gwiazdę, teraz sam internauta może mieć kłopoty w pracy. I to tylko dlatego, że „przedstawiciel elit” ma inne zdanie i nie rozumie potocznego znaczenia frazy „strzelić sobie w kolano”. Gdyby Hołdys jeszcze nie odkrył, co ona oznacza, może wytłumaczę: to nic innego jak samobój, który popełnił celebryta po raz drugi, donosząc na swojego krytyka.
Jeszcze Hołdys nie przestał wzbudzać a to śmiechu, a to żałości, a to współczucia, a już Agata Młynarska – niedawno zwolniona z telewizji publicznej – pożaliła się publicznie, a jakże, jak to „chamscy Polacy tłumnie przyjeżdżają nad morze, przez co są korki, nie ma gdzie zaparkować swojej fury, plaże są zatłoczone, turyści piją piwo i mają brzuchy, a gastronomia jest nie do przeżycia”. Młynarska swoich współtowarzyszy niedoli znad morza nazwała wielką rodziną Kiepskich, życząc… udanego wypoczynku bez chamstwa. Cóż, aspirująca do „elity” celebrytka sama sobie przeczy. Dziwi się, że polskie morze jest zatłoczone, a wybiera się tam w najgorszym momencie sezonu. Korki? Ten ciemnogród nie ma prawa jeździć samochodami, to ja zarabiałam ogromne pieniądze w TVP, więc mam prawo w taki sposób podróżować. I to nazwanie przyjezdnych Kiepskimi – od bohaterów serialu o dość patologicznej rodzince, w której główny bohater zajmuje się przede wszystkim piciem piwa – połączone z życzeniami, by jej fani uniknęli podczas wakacji chamstwa. Jeszcze chwila, a pani Młynarska kupi bilet na mecz Ligi Mistrzów i podzieli się ze światem sensacyjną wiadomością, że nie jest na stadionie jedynym kibicem.
Wbrew pozorom przypadki Hołdysa i Młynarskiej są ważne. Ukazują, jak daleko ci, którzy są znani głównie z częstych występów w telewizjach, oderwali się od rzeczywistości. Zamiast kulturalnie dyskutować z dość życzliwym internautą, Hołdys wolał narobić mu kłopotów w pracy, bo przecież jest znany i nie może sobie pozwolić na słowo krytyki. Młynarska – zamiast pojechać w kameralne miejsce nad morzem, a takich jest bez liku – wolała ponarzekać na „polskich chamów”, którzy de facto niczym się od niej nie różnią. Chyba że przyjmiemy założenie, że telewizyjna gwiazda nie pije piwa i nigdy nie przeklina, poza tym wszystko się zgadza.
Podobnie ma największa partia opozycyjna (skądinąd ciesząca się wielką sympatią „celebrytów”) – nie znosiła krytyki, gdy rządziła, a badania sondażowe jasno wskazują, że zajmuje się własnymi interesami. Politycy tej formacji i związane z nią elity nadal nie rozumieją, dlaczego przegrali wybory, nie mają ani jasnej odpowiedzi, ani recepty na przyszłość. Podobnie jak Hołdys i Młynarska, utożsamiani z obozem PO, sprawiają wrażenie oderwanych od rzeczywistości.