Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ryszard Czarnecki,
30.03.2016 20:39

Tzw. Państwo Islamskie i państwo rosyjskie. Ta sama taktyka, podobny cel

Zaczynam pisać ten artykuł w Brukseli. Za oknem kompletnie pusty plac Luksemburski.

Zaczynam pisać ten artykuł w Brukseli. Za oknem kompletnie pusty plac Luksemburski. Na pobliskich ulicach prowadzących do siedziby Parlamentu Europejskiego jeszcze do niedawna stały wozy pancerne, blokując samochodom dostęp do europarlamentu. Teraz wszędzie wyludnione ulice stolicy Królestwa Belgii, będącej nieformalną, ale przecież faktyczną stolicą Unii Europejskiej. To wielka metafora. Islamscy terroryści sparaliżowali serce Starego Kontynentu. Osiągnęli cel. Co dalej? Niestety, to nie koniec.

To oczywiste, że zamachy w Europie Zachodniej czy też, węziej, w Unii Europejskiej, będą przeprowadzane nadal. Islamiści chcą destabilizować szeroko rozumiany świat Zachodu – to oczywiste. Zatem pytanie na dziś i najbliższe miesiące to nie „czy” kolejne ataki terrorystyczne będą, lecz pytanie o ich skalę. Moja subiektywna odpowiedź jest następująca: zamachy będą się nasilały, im bardziej będą słabły wojska tzw. Państwa Islamskiego na terenie Iraku i Syrii. A to się właśnie dzieje. Kolejne miasta kontrolowane dotąd przez bandytów z czarną flagą przechodzą w ręce ludzi prezydenta Asada. Tak stało się choćby w pierwszy dzień świąt Wielkiej Nocy. Coraz bardziej zagrożony staje się pod tym względem Mosul, a więc miasto-symbol sukcesu ofensywy IS w ostatnich latach. Perspektywa utraty tego strategicznego punktu ma ważny charakter nie tylko prestiżowo-propagandowy, ale też wprost militarny. Posiadanie tego chrześcijańskiego (sic!) miasta pozwala szachować Arbelę (turecka nazwa Erbil, arabska: Irbil) – stolicę irackiego Kurdystanu i wiązać siły złożone z tysięcy peszmergów, czyli kurdyjskich partyzantów. Jego prawdopodobna, choć jeszcze nieoczywista strata, da możliwość kontynuacji kluczowej kontrofensywy przeciw IS.

A więc tzw. Państwo Islamskie chce powetować sobie straty iracko-syryjskie bombowymi rekompensatami w Europie Zachodniej. Tym bardziej że są one wielokroć bardziej spektakularne niż trudne do ogarnięcia przez przeciętnego Francuza czy Brytyjczyka zmiany na mapie militarnej „państwa upadłego”, jakim coraz bardziej staje się Irak, w praktyce coraz mniej kontrolowany przez Bagdad.

Można – to moja autorska teza – porównać zachowania Rosji i IS. Przynajmniej w tym względzie, że im bardziej są one słabe wewnętrznie, tym bardziej „aktywne” są na zewnątrz. Znajdująca się w coraz gorszej sytuacji gospodarczej Federacja Rosyjska „ucieka do przodu”, destabilizując Ukrainę – jak tzw. Państwo Islamskie destabilizuje Zachód. Władze w Moskwie, zajmując Krym, mieszając w Donbasie i kontynuując akcje odzyskiwania dla siebie państwa ukraińskiego, odwracają uwagę swojej opinii publicznej od załamania ekonomicznego oraz bankructwa setek rosyjskich banków i tysięcy firm. Tak jak IS kolejnymi zamachami w Paryżu, Ankarze czy Brukseli chce odwrócić uwagę od swoich klęsk na obszarze syryjsko-irackim.

Kreml korzysta na zamachach i na IS
Ta analogia: Rosja – tzw. Państwo Islamskie wydaje się oczywista. Chodzi o taktykę PR-owego minimalizowania własnych porażek i stwarzania takich narracji, które pokazują sukcesy i ofensywność Kremla w pierwszym wypadku, a IS w drugim.

Innych analogii snuć nie chcę. Choć oczywiste jest, że na postawione w kontekście ostatniej fali islamskich zamachów terrorystycznych pytanie „qui bono?” odpowiedź jest prosta: w polityce międzynarodowej beneficjentem tych zamachów jest, co za przypadek, Kreml. Wystarczy prześledzić wydarzenia mające miejsce po zamachach na Zachodzie: szok, żałoba, a następnie mniej lub bardziej eksponowane głosy polityków, publicystów i „ekspertów”, układające się w chór, śpiewający od dawna tę samą melodię. Można ją streścić takimi oto słowami: „Trzeba łączyć wysiłki z krajami, które również są zagrożone przez islamskich fanatyków! Czas porozumieć się z Rosją! Bez niej nie da się ani rozstrzygnąć problemu Syrii, ani skutecznie walczyć z terrorystami. I zostawmy już te sankcje w związku z Ukrainą...”. Bynajmniej nie jest to wyłącznie narracja internetowych prorosyjskich trolli czy marginalnych postaci życia publicznego Zachodu. To narracja coraz bardziej popularna w Unii. I politycznie kusząca, bo jej polityczne i ekonomiczne konsekwencje sprowadza się do tak oczekiwanego przez zachodni biznes powrotu do normalnego „robienia interesów” z Moskwą.

Powtórzmy: zamachy terrorystyczne ze strony muzułmańskich fanatyków leżą w interesie zarówno IS i jego sponsorów w arabskim (czy szerzej: islamskim) świecie, jak i Rosji zainteresowanej osłabianiem Zachodu, a jednocześnie liczącej, że będący na politycznym „musiku” tenże Zachód nie będzie miał alternatywy, jak tylko porozumieć się z Putinem. Oczywiście kosztem na pewno Ukrainy, a wielce prawdopodobne, że i Europy Środkowo-Wschodniej czy szerzej: „nowej Unii” (bez niepasujących do tej regionalnej układanki Cypru i Malty). I bynajmniej nie jest to nowa strategia Federacji Rosyjskiej. Ten sam manewr – wtedy skutecznie – Kreml zastosował po 11 września 2001 r. i zamachach na World Trade Center i Pentagon. Rosja wówczas przekonała republikańskiego (tak, tak!) prezydenta George’a W. Busha, że oto „wróg jest jeden” i trzeba „szukać tego, co nas łączy”. Efekt? Poświęcenie na ołtarzu amerykańsko(zachodnio)-rosyjskiej współpracy Czeczenów. Wtedy to właśnie Moskwa dostała „wolną rękę”, gdy chodzi o „rozwiązanie problemu Groznego”. Dziś, prawdę mówiąc, pachnie (to eufemizm!) tym samym. Tyle że miejsce dumnej Czeczenii zajmie inny naród czy też narody, znacznie nam geograficznie bliższe.

Zamachy służą, więc będą
Bo przecież John Kerry nie rozmawiał w Moskwie o pogodzie ani o „matrioszkach”. Bo przecież wiceminister spraw zagranicznych FR Siergiej Riabkow w ostatnim (podczas naszych świąt Wielkiej Nocy) wywiadzie dla „Izwiestii” nie przypadkiem mówił o wznowieniu działalności Rady NATO–Rosja. Cóż, kolejne ataki terrorystyczne mogą tylko sprzyjać atmosferze „nowego otwarcia” w relacjach Moskwa–Zachód. Nawet jeśli nikt czujnie nie wspomni o ponownym „resecie” na tym odcinku.

Ponieważ zamachy mogą być użyteczne nie tylko dla IS, będą się powtarzały. Od determinacji Zachodu i zerwania z kunktatorstwem zależeć będzie nie tyle czy one będą, ponieważ nie da się ich zapewne całkowicie wyeliminować, ile jaka będzie ich skala. Im będzie ich więcej, tym bardziej USA i UE będą skłaniały się ku porozumieniu z Putinem, nawet mimo innej retoryki. W walce z tzw. Państwem Islamskim chyba chodzi jednak o coś więcej niż tylko o rozprawę z bandytami pod islamską flagą.

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane